Myślę o tym ostatnio, bo zapisałam się do the listserve http://thelistserve.com/ .
Od tygodnia dostaję codziennie emaila od kompletnie nieznanych mi ludzi. Jedni mówią o rzeczach przyziemnych, inni są skłonni do głębokich refleksji. Ale chyba najbardziej lubię połączenie, kiedy to ktoś pisze o karmie dla kota w sposób jakby była to relikwia i czuć w kościach, że ten cały wywód ma drugie dno.
Nie wolno wklejać linków, niczego reklamować, chodzi o przekazanie czegoś osobistego.
Polubiłam ten moment w przeglądania poczty. Kolejny z codziennych rytuałów.
Czekam, aż dostanę wiadomość, że zostałam wylosowana. Czekam z niecierpliwością i trochę nieśmiale. Bo co innego napisać coś od tak co wisi sobie w internecie, a co innego komuś do jego prywatnej skrzynki.
Czemu jest tak, że nieznajomemu jest łatwiej powiedzieć coś co nam leży na wątrobie? Tylko dlatego, że jest obcy i już nigdy więcej go/jej nie spotkamy? A jednak nie byłam i nie jestem zwolenniczką wywewnętrzniania się obcym ludziom. Bo wtedy ktoś przestaje być obcy.
Zdałam sobie sprawę, że dbać powinniśmy o ludzi szczęśliwych. Bo nieszczęśliwi będą dążyć by szczęśliwi stali się tacy jak oni. Nawet jeśli tego nie chcą.
Zasmakowałam się w smutku. Ty smakujesz teraz w szczęściu. I choć udawaczem jestem przednim trochę męczy mnie to. Nic na siłę. A już najbardziej nie chcę przyciągać ku sadness.