sobota, 30 czerwca 2012

rozmowa z nieznajomym

Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś co by powiedział tysiącom ludzi na świecie, gdyby miał taką okazję?
Myślę o tym ostatnio, bo zapisałam się do the listserve  http://thelistserve.com/ .
Od tygodnia dostaję codziennie emaila od kompletnie nieznanych mi ludzi. Jedni mówią o rzeczach przyziemnych, inni są skłonni do głębokich refleksji. Ale chyba najbardziej lubię połączenie, kiedy to ktoś pisze o karmie dla kota w sposób jakby była to relikwia i czuć w kościach, że ten cały wywód ma drugie dno.
Nie wolno wklejać linków, niczego reklamować, chodzi o przekazanie czegoś osobistego.
Polubiłam ten moment w przeglądania poczty. Kolejny z codziennych rytuałów.
Czekam, aż dostanę wiadomość, że zostałam wylosowana. Czekam z niecierpliwością i trochę nieśmiale. Bo co innego napisać coś od tak co wisi sobie w internecie, a co innego komuś do jego prywatnej skrzynki.
Czemu jest tak, że nieznajomemu jest łatwiej powiedzieć coś co nam leży na wątrobie? Tylko dlatego, że jest obcy i już nigdy więcej go/jej nie spotkamy?  A jednak nie byłam i nie jestem zwolenniczką wywewnętrzniania się obcym ludziom. Bo wtedy ktoś przestaje być obcy.



Zdałam sobie sprawę, że dbać powinniśmy o ludzi szczęśliwych. Bo nieszczęśliwi będą dążyć by szczęśliwi stali się tacy jak oni. Nawet jeśli tego nie chcą.
Zasmakowałam się w smutku. Ty smakujesz teraz w szczęściu.  I choć udawaczem jestem przednim trochę męczy mnie to. Nic na siłę. A już najbardziej nie chcę przyciągać ku sadness.

piątek, 29 czerwca 2012

please don't see me

Widziałam Cię dzisiaj. Szedłeś z głową podniesioną jakby nikt i nic nie mogło stanąć Ci na przeszkodzie.
Please don't see me. Please don't see me.
Na szczęście rzadko się oglądasz.

Życie w oszustwie. Swoim własnym. Swoim twoim.

Ja pierdole, pokazuje słabości. A kilkoro z was nie powinno o nich wiedzieć. Wszyscy w sumie.

To co działo się 29 czerwca działo się. Zostanie u mnie. Będzie wracać. Powolutku.

czwartek, 28 czerwca 2012

watch out!

Idę spokojnie stalowowolskim chodnikiem, ulicą którą szłam milion razy. Idę, myśli mi się. Patrzę przed siebie. A tak właściwie nie patrzę, bo nie przypominam sobie niczego co wtedy widziałam. Idę nie patrząc za to myśląc. Nie zwracam uwagi na kolor kostek pod nogami. Czerwony. Szary. Szary. Czerwony. What's the difference? Ktoś mówi "dzień dobry". Chwila rozgarnięcia. Tak to do mnie. Przystojny pan, nie zaprzeczę. I okazuje się, że chodzenie czerwonymi kostkami jest przestępstwem godnym 200 złotych. I, że pan może a nawet powinien mnie teraz surowo ukarać. Panie czemu pan taki taki? Jak panu nie wstyd? Mnie? Biednej studentce? Proszę mi spojrzeć w  oczy i dopiero wtedy powiedzieć to co przed chwila mówił pan patrząc nieśmiało gdzieś w przestrzeń. Popatrzył w oczy i zrobiło mu się wstyd. Zawstydził się choć właśnie on nie powinien. I nie wiem, czy to sprawa moich ostatnio smutnych oczu, czy jego słabego temperamentu. "Mogę w czymś jeszcze pomóc? " Nie panie, nie pomógł pan w niczym i w niczym pan nie pomoże. Do widzenia.

Czerwone kostki. Szare kostki. Zła droga. Dobra droga. Którą drogą teraz idę? Nauczono mnie jak iść szarymi kostkami, jak być grzeczną, ułożoną, z perspektywami, tą najlepszą. I dostałam wiele szturchańców i opierdalania, żeby nie chodzić czerwoną kostką. A ja na siłę, świadomie, nieświadomie przechodzę na czerwone kostki. Nie jestem grzeczna, ułożona, tracę perspektywy, przegrywam. I jestem sama. Naważyłaś sobie piwa, teraz go wypij. Cierp ciało jak chciało. Gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała. Tylko, że.. nie żałuję.
Chciałabym iść po środku, móc śmiało korzystać z uroków obydwu stron. Niestety trzeba byłoby się rozerwać.
I znowu robię się na dziewczynę z problemami, choć tego nie chcę. Tylko jestem silnie związana z emocjami. I choć zawsze dawałam sobie z nimi radę to niepotrzebnie nauczyłam się, że muszą one czasem ze mnie ujść. Dlatego czasem potrzebuję pary cudzych uszu. To takie samolubne. Żałosne.
Nie osaczać. No właśnie. Już mam wyrzuty sumienia. Kiedyś się zaknebluje i poucinam palce. Bo powtarzanie co chwile w głowie "zamknij się izka" nie skutkuje.


Never mind. Przejdzie mi, jak zwykle. Ułoży się. Będzie dobrze. Wmawiam to sobie i powtarzam jak mantrę.

Listopadowy deszcz w czerwcu. I taką cię Stalowo Wolo lubię najbardziej, ponurą, deszczową, smutną.
I dziwić się, że mi smutno.

środa, 27 czerwca 2012

all I can do is keep breathing.



Podłoga. Leżę, myślę i się duszę. Powietrze mam i się duszę. Szybciej muszę oddychać by zapanować nad emocjami. A może głębiej. Może wstrzymam na chwile oddech, powoli wypuszczę powietrze by wyregulować oddychanie.


Nie wyczuwałam zbliżającego się sztormu. A powinnam była.
Pierwszą oznaką nadchodzącego sztormu są chmury i kolor nieba. Niebo o świcie jak i o zachodzie przyjmuje najróżniejsze, odbiegające od normy kolory. Jak mogłam nie zauważyć? To  pewnością te chmury. Wzięłam je za zwykłe burzowe, a może po prostu je zignorowałam. 
Po drugie siła wiatru rośnie i zaczyna skręcać w prawo. Tylko, że cały czas wiatr wieje mi boleśnie w oczy. Zwyczajnie przywykłam. 
Dzięki tym i innym wskazówkom możemy decydować, czy zdążymy uciec w bezpieczne miejsce, a jeśli nie to jaki kurs wybrać.
Szkoda tylko, że jestem na przegranej pozycji, przeoczyłam wskazówki. Co można zrobić, jeśli sztorm zaskoczy cię w najmniej spodziewanym momencie, a port jest daleko? Nie wiem. Więc pozostaję na morzu i czekam aż się rozbiję, a właściwie już się rozbiłam, dryfuję, tonę. I nie mogę złapać oddechu. 

Proszę cię zrzuć mi szalupę. Podaj mi rękę. Ekstremalne sytuacje mnie przerastają. Chciałabym poczuć czym jest bezgraniczne zrozumienie, które sama jestem w stanie oddać w dobre ręce. Ale chyba nie mogę, nie powinnam prosić. Słabości nie wolno pokazać- chociażby dlatego. 

A może mój film się już kończy i powinnam pomyśleć o jakiejś spektakularnej, godnej zapamiętania scenie?
Fascynują mnie pociągi ostatnimi czasy. Stanie, wyczekiwanie, aż wreszcie patrzenie jak przejeżdżają jest dziwnym zajęciem. Ale ja tak bardzo lubię dziwne zajęcia. 

Teraz zmyje oczy i pójdę spać. Jutro jednym pociągnięciem nałożę uśmiech. Może zamiast keep breathing keep smiling? Fake smiling. I'm professional at that. 
A ludzie przechodzą obok i nic nie widzą. Ale czy mogę mieć o to pretensje?

niedziela, 24 czerwca 2012

People.

kto nie skacze ten jest sam. bo wszyscy skaczą w stadzie.

Trzyma mnie od wczoraj. Wciąż, gdy położę głowę do poduszki czuję tętno bijące z głowy. Rozkminiam. Myśli krążą, co chwile co innego, kto inny.

Wychodzimy na zewnątrz, mijamy kilka, kilkadziesiąt, kilkaset ludzi. Znamy ich dobrze, przelotnie, w ogóle. Z pewnością nie pamiętamy nawet połowy nazwisk, imion, twarzy, głosów ludzi których poznaliśmy. Widzimy kogoś i próbujemy przypomnieć sobie jak miał na imię. Pamiętamy imię, a nie możemy sobie w pamięci przywołać obrazu jego twarzy.
Zaznajamiamy się, poznajemy, odkrywamy.
Ludzie przychodzą i odchodzą, pojawiają się i znikają. Zastępują ich inni do których się przyzwyczajamy by mogli znów odejść w swoją stronę. Proces zaczyna się od początku. Nie da się tego zatrzymać.
Podstawówka, gimnazjum, liceum, studia. Ilu ludzi przewinęło się wokół nas.. Czy wchodząc po raz pierwszy do klasy, uczelni pomyślałeś, że ta osoba będzie Ci bliższa od tamtej, a z tą będziesz miał stosunki na zasadzie jesteś mi potrzebna będę dla Ciebie przez chwilę miły. Co kieruje nami, że podchodzimy do tej właśnie osoby a nie innej, że do tej mówimy to czego nie powiedzielibyśmy innej? Do jednych od razu czujemy sympatię, do innych przyzwyczajamy się później, a do tych którzy na początku wydawali się spoko z czasem czujemy pogardę. W końcu dochodzi do sytuacji, że mamy ochotę wszystkich powyrzynać nożem, albo odstrzelić po kolei, head shot i po sprawie, a ludzi których ocalilibyśmy moglibyśmy policzyć na palcach jednej ręki.

Podstawowa zasada: trzymać dystans. A żeby go trzymać trzeba go określić, dla każdego z osobna, indywidualnie. "Pamiętaj nie wolno się do nikogo zbytnio zbliżać, nie wolno okazywać słabości, bo za chwilę ktoś to wykorzysta"- znam to na pamięć.

Budujemy mury, niektórych odgradzamy tylko płotem, innych okalamy cienką siatką. Udajemy, że trzymamy dystans, że nie zależy nam na nikim. Bzduraa. Wszyscy chcemy mieć kogoś bliskiego. Czasem chcemy by ktoś naruszył naszą prywatność. Sami sobie wybieramy bliskie osoby, a kiedy już wybierzemy trzymamy się w pobliżu. Bez względu na to co się dzieje warto się o te osoby troszczyć. Tylko o te.

Jednak proces nadal trwa, cykl wciąż się toczy. Ludzie są i ich nie ma. Wracają i znikają, niektórzy bezpowrotnie. A wtedy nie pozostaje nam nic oprócz czekania.

tak, zdecydowanie wypalony o jeden za dużo.