środa, 21 maja 2014

No risk. No fun...

Bez kasku nie zapierdalam.

    Zazwyczaj zakładam zwykły kask. Ryzyko związane ze zwykłym kaskiem podnosi poziom mojego bezpieczeństwa. Choć ryzyko uszkodzenia jest cały czas zbliżone. W ten sposób człowiek podnosząc bariery swojego uniezależnienia od twardości podłoża, po którym się porusza tylko go obserwuje z innego punktu położenia emocji. Człowiek wychyla swą gębę i nawet nie na tę sama lecz na wysokość ponad szybe pancerną. Bo widok jest lepszy.  Bo jest lepiej czuć.
Niestety nie da się przesunąć granicy bólu. Da się go uśmierzyć. Ale łzy popłyną zawsze w tym samym momencie.




    Pisz do mnie czasem. Tak jakbyś nigdy, nikomu nie chciał tego pokazać przyjacielu. Pisz czasem. Bo umieram. Nie milcz do mnie za bardzo.
Wyobraź sobie szczerą przyjaźń z tasiemcem.

     A do ciebie mój drogi: nie wolno rozkochiwać, by potem mieć tak po prostu wyjebane.
Nie będę zwykłym przyzwyczajeniem. Nie będę codziennością. Nie będę kimś, czymś co odbębnisz.
Oczywiście trochę się upiłam i być może nadinterpretuję fakty. I nie chcę pisać tego akapitu o miłości. Chcę napisać o błądzeniu, rozpadaniu się, o tym jak koszmarnie niefortunnie jest urodzić się człowiekiem który zawsze kocha bardziej niż jest kochany. Wyobraź sobie czułe, prawie polerowane rękojeść sztyletu wbitego w twoje podbrzusze.