Cztery dni, cztery osoby. Cztery różne sytuacje, cztery miejsca. Ale to samo dziwne uczucie. Chwile rozmawiamy, śpieszy mi się, chwytam Cię za rękę lub przedramię, krótkie "hejka" na pożegnanie i po chwili jesteś jesteś już daleko za mną, a wtedy uświadamiam sobie, że nie wiem dlaczego to zrobiłam. Dlaczego tym gestem odruchowo kończę. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, jak dziwi mnie to za każdym razem.
It's so weird.
Uwielbiam jesień. I zimę.
Bo jesień jest stworzona, by za każdy Twój podły nastrój obwiniać pogodę. Kocham dywany liści, mgłę unosząca się od późnego wieczora do rana. Deszcz uderzający w szybę i parasol.
A zimę? Bo jest magiczna. Jedyna wyróżnia się na akwareli jako najpiękniejsza z pór roku. I cudownie bo zimno. I można tak iść w swetrze, dwóch czy pięciu patrząc jak tańczą płatki śniegu kiedy mrok, a mała wskazówka jest zaledwie na czwórce.
Jesień i zima- to dużo, dużo nocy.
I nikt nie przyczepia się do Twojego zastygnięcia w lawinie własnych przemyśleń.
niech będzie. nie chwaląc się. wyszło mi.
Tylko ludziom z zewnątrz wydaje się, że jestem w pełni zadowolona z życia, że mogę wszystko i nie mam się czym przejmować. I ok. Mogę. Dzięki wspaniałej grze mogę. Tworzę obraz siebie, jakiej chcą, dzięki czemu ludzie dają szanse i możliwości. Jakie to wszystko wspaniałe...
Jakie to wszystko męczące.
skrzypeczki
Codzienne, nocne spacery ulicami smutnego Lublina. Zalatuje desperacją. Ale przynajmniej są ładne światła i małe wariacje. To wszystko unieważnia ten cały mój "overkill".





