Ciebie chciałabym. Chciałabym Ciebie rozpisać w linijkach, poupychać w akapity, wepchnąć zapach w strofy i uchwycić smak w wersy. Nieudolnie, bo ja nie Asnyk , nie Żulczyk, nie Ochocki, nie Stachura.
Poczytajmy na zmianę, poleżmy z nimi, prześpijmy się wierszem.
Chciałabym wciskać tuszem , rysikiem to wszystko co sprawia, że na samą myśl o tobie skacze mi ciśnienie i mnie ściska w brzuchu, zaraz pod splotem słonecznym. Ale ja potrafię tylko rysować, słowa nie chcą się ze mną bawić. Zapełniam więc zeszyty szkicami oczu, ust, dłoni, bioder i pleców. Wszystko inne, wszystkie koty mojego autorstwa wyglądają jak samochody, gruchoty, te jak domy, one zaś jak ludzie. Wszystko jest jedna wielką nieszczęsną pomyłką. Uwiecznię Cię więc w sposób tylko mi znany, który już opanowałam. Klasycznie. Doskonale. Czyli? Wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Dłonie we włosach , splecione dłonie, dłonie wzdłuż ciała. Opus Magnum.
Bo odkąd pamiętam piszę do ciebie, dla ciebie i o tobie. Choć nie znałam cię. Pisałam szkicem i wkładałam do szuflady na ciężkie czasy, które miały nadejść, które widziałam w kolorze mijających chmur i czułam boleśnie w szpiku.
Póki co twoim miejscem była biała kartka, pachniałeś drukiem jak perfumami, których zapachu nie znam ale rozpoznam wszędzie. Jesteś cały z blizn i rozdarć- zagięcia rogów. Tylko wiesz, paper cuts. A ja się boję, tak boję się kolejnych obrażeń. Za dużo moich historii w których przegrałam, jestem dziewczyną która zawsze bardzo chciała przegrywać.
I think I made you up inside my head , tak to fakt, przykre, nawet nie wiedziałam, czy istniejesz poza kartką, czy jesteś namacalny, żywy i realny, czy znasz adres pod którym ja czekam na ciebie. Bałam się, że moje nawoływania i znaki dymne trafiają tylko do bezdomnych, głupców i nocnych brudnych kotów.
Tymczasem wyskoczyłeś z szuflady, pogładziłeś kartki gładkimi opuszkami, zapytałeś co u mnie, a ja na pytanie odpowiedziałam pytaniem. Czy się wybierasz, bo mam pomarańcze, ładne piosenki, i koc zdecydowanie za duży jak dla jednej osoby. Please take a seat. I insist.
Poczekaj na mnie. Doganiaj mnie, tylko powoli, na spokojnie.
piątek, 28 grudnia 2012
środa, 12 grudnia 2012
missing words
Ile razy można nie spać czekając?
Więc siedzę sama i piszę.
Do ciebie, do siebie, do niej i do niego. Wiersze nieprzeczytane, listy nie otwarte, słowa zagubione w kopercie. Którą bym i tak przecież wysłała. Buziak w policzek, w zimny nos, w zamarznięty na szaliku oddech. Więc piszę. Samemu się pisze. Za siebie się pisze. Do siebie się pisze. Wszystko co jest. Wszystko było. Jeszcze więcej co by być mogło.
A słowa tną mnie jak chcą. Dziwnie uwierają. Łaskoczą w ścięgna.
Nie zastanawiaj się nade mną. Cierpienie pochodzi z ograniczenia drugiej osoby. Nie uduś się, nie udław wąskim i obcisłym wyobrażeniem mnie.
Coraz bardziej za późno mi do wszystkiego.
Ostatni raz piszę. Nie mam już słów.
Więc siedzę sama i piszę.
Do ciebie, do siebie, do niej i do niego. Wiersze nieprzeczytane, listy nie otwarte, słowa zagubione w kopercie. Którą bym i tak przecież wysłała. Buziak w policzek, w zimny nos, w zamarznięty na szaliku oddech. Więc piszę. Samemu się pisze. Za siebie się pisze. Do siebie się pisze. Wszystko co jest. Wszystko było. Jeszcze więcej co by być mogło.
A słowa tną mnie jak chcą. Dziwnie uwierają. Łaskoczą w ścięgna.
Nie zastanawiaj się nade mną. Cierpienie pochodzi z ograniczenia drugiej osoby. Nie uduś się, nie udław wąskim i obcisłym wyobrażeniem mnie.
Coraz bardziej za późno mi do wszystkiego.
Ostatni raz piszę. Nie mam już słów.
piątek, 7 grudnia 2012
pomarańcze
Nasuwa mi się w głowie myśl cudownej woni jaką pomarańcza roztacza w pokoju, kiedy wbija się kciuki w jej skórkę i dzieli się ją na kawałki. Dam ci kawałek, tylko przyjdź. Ktokolwiek przyjdź. Nakarmię cię, zrobię herbatę, kawę, dam ci koc. Tylko przyjdź. Ktosiu jakikolwiek. Nic już nie powiem, nie będę męczyć, pieprzyć, spoglądać, wzdychać. Tylko niech ktokolwiek pobędzie.
Tego chcę tak na prawdę. Aby ktoś do mnie przyszedł. Nie pukał, lecz poczekał z dłonią na klamce, aż powiem "proszę". Nie potrzebuję przytulenia, objęcia , połamania żeber, zmiażdżenia serca i tych wielkich przyjacielskich scen. Chcę tylko, by dłoń, która ma jeszcze chłód klamki w sobie pogłaskała mnie po pleckach i powiedziała, że będzie dobrze. A ja w zamian posłucham serca, które gdzieś tam pod drzwiami obumiera. Przyjacielu.
Tak na prawdę boję się, że inni mnie sobie odpuszczą. A wtedy będzie źle. Zbliża się wielkimi krokami. Coraz ich mniej, coraz bardziej pusto wokół. Nie odpuszczajcie mnie.
Czuję się jak robak, jak pasożyt. Kręcę się wokół ludzi, szukając żywicieli, a przecież robaków nikt nie chce.
Jakie to żałosne, jakie to użalanie się. A przecież są istotniejsze problemy. Gdzie ja po 1 w nocy kupię w Lublinie pomarańcze, czy mandarynki?
"-Co robisz?
Przytulam podłogę, bo jest smutna..."
Tak na prawdę boję się, że inni mnie sobie odpuszczą. A wtedy będzie źle. Zbliża się wielkimi krokami. Coraz ich mniej, coraz bardziej pusto wokół. Nie odpuszczajcie mnie.
Czuję się jak robak, jak pasożyt. Kręcę się wokół ludzi, szukając żywicieli, a przecież robaków nikt nie chce.
Jakie to żałosne, jakie to użalanie się. A przecież są istotniejsze problemy. Gdzie ja po 1 w nocy kupię w Lublinie pomarańcze, czy mandarynki?
wtorek, 4 grudnia 2012
too close step
Rada. Jak to głupio brzmi. Jakbym była specjalistą od życia. Może nazwijmy to kontrastem pomocniczym.
Czasami lubię się bawić w boga, kończyć zdanie przed zdradzeniem powodów dla których wypowiedziałam jakiś kontrast pomocniczy. A może ich być kilka. Najważniejszy z nich to ten najtrudniejszy. Bo gdy zakładasz szufladkę w głowie rozmówcy, że działanie ma przynieść efekt, to ta osoba pójdzie za moimi zdaniami, będąc przekonaną co do ich słuszności. Konsekwencją jest to, że mózg nie może się uspokoić i skupić na działaniu, a to stan skrajnie niepożądany. A kim jestem, żeby decydować co dla kogo jest lepsze?
Dla jednych jestem tym, którą ktoś chce bym była. Czyli nikim.
Dla innych jestem nikim, lub znaczę niewiele , choć chcę kimś być.
Jeszcze inni oczekują ode mnie bycia, a ja nie potrafię.
Jest już grudzień, śnieg na drzewach, przyjemne zimno, a ja od środka zarosłam szronem. Brak tu sugestii, ale zasłużyłam na herbatę w dwóch kubkach. Sama wypije jeden. A Ty przecież lubisz herbatę.
Wymyślony przyjacielu.
Chciałabym by mnie ktoś kiedyś nazwał dobrym człowiekiem.
Dla jednych jestem tym, którą ktoś chce bym była. Czyli nikim.
Dla innych jestem nikim, lub znaczę niewiele , choć chcę kimś być.
Jeszcze inni oczekują ode mnie bycia, a ja nie potrafię.
Jest już grudzień, śnieg na drzewach, przyjemne zimno, a ja od środka zarosłam szronem. Brak tu sugestii, ale zasłużyłam na herbatę w dwóch kubkach. Sama wypije jeden. A Ty przecież lubisz herbatę.
Wymyślony przyjacielu.
Spróbuj choć raz wyolbrzymić szczęście
zamiast problemu.
Chciałabym by mnie ktoś kiedyś nazwał dobrym człowiekiem.
sobota, 1 grudnia 2012
Zachwycam się. Zachwycam się za każdym razem, kiedy patrzę na to DZIEŁO przypadkowo znalezionej na fejsie Agnes- Cecile. Nie raz, nie dwa byłam zachwycona nad obrazami które wyskakują mi w aktualnościach , ale dzisiaj wzdycham nad każdym pociągnięciem pędzla, nad każdym zaciekiem, nad każdą linią. Perfekcyjne w stu procentach. Idealne. Piękne.
Zinterpretuj to, jak Ty to widzisz. Niczego nie kocham bardziej od interpretowania obrazów. Co Ty w tym widzisz? O czym on do Ciebie mówi? Co ma nam do przekazania?
Poleżmy nad tym.
***
Nadal kwiczy, nadal leży,
lecz gdy umrze w mrokach dziczy,
nie zachwyci liczba zniczy.
Czego pragnie?
wiecznej ciszy...
To co ważne wciąż się liczy.
ciągle leżąc w zwojach niszy,
jak niepamięć szarej kliszy.
Ten, co nagle spadł z afiszy.
To co ważne wciąż się liczy.
Po praktykach na oddziale psychiatrycznym doszłam do wniosku, że choroba psychiczna to efekt dramatycznego życia. Słuchając godzinami opowieści z życia pacjentów myślę, że chorują tylko ludzie po przejściach. Przypadki w których choroba psychiczna wzięła się znikąd można policzyć na palcach jednej ręki. Jak się więc ustrzec? Zastosować jakiś mechanizm obronny?
Mechanizm ucieczki w fantazję. To chyba mój ulubiony. Wyobrażasz sobie swoją przyszłość, marzysz, Tylko marzysz. Nie ma w tym chęci realizacji, nie ruszysz do przodu, nie zrobisz żadnego kroku by zrealizować to o czym fantazjujesz.
Mechanizm rozczepienia. Tylko czarne i białe. Tylko dobro i zło. Nic pomiędzy.
Kompensacja. Jeśli nie udało się w jednej dziedzinie szukasz drugiej. Robisz wszystko by by dobrym w czym innym.
Mechanizm bólu psychicznego. Zakłamujesz prawdę i racjonalność, nad wyraz skupiasz się na sobie. Uspokajasz poczucie winy.
To są moje mechanizmy. Nimi właśnie zafałszowuję obraz rzeczywistości. Żyję w zaprzeczaniu i fantazjach, wciąż dorabiając ideologie.
Jeszcze jeden nie wymieniony:
Mechanizm uwznioślenia. Jedyny w pełni pozytywny. Dzięki niemu przekierowuję energię na coś innego, na kogoś innego.
I to jest to na co tracę energię. Z prawie 800000 odtworzeń jakieś sto jest na pewno moich. Tak więc siedzę i się przyglądam, bo nie mam za bardzo planu na kolejne dwa oddechy.
wtorek, 27 listopada 2012
Defektyzm
Wyczekujesz na dziurę w ruchu zmotoryzowanego, gdy chcesz przejść przez ulicę. Patrzysz kilka sekund wprzód i przygotowujesz się na ten manewr. Tą psychoaktywna zdolność jasnowidzenia możesz wykorzystywać również w innych sytuacjach życia, a może stanie się lepsze.
A może wcale nie trzeba być we wszystkim najlepszym. Może lepiej jest stać spokojnie z boku, żyć, starać się tylko na miarę możliwości i chęci? Może nie powinniśmy dążyć do czegoś, co nie istnieje w ludzkim świecie doskonałości? Wszystko kłóci się z ideą człowieka, który poprzez błędy i cierpienia uczy się iść przez życie.
Doskonałość dla perfekcjonisty jest ułudą, to kompleks, zjawa która znika w ostatnim momencie, kiedy wydaje się, że jesteśmy krok od celu, a okazuje się, że pozostaje czekać na to co może nie przyjść. A może nie zawsze trzeba być na pierwszym miejscu? Po co się tak rozpycham obłudnie?
"Bądź najlepsza, zawsze. Kiedy widzisz kogoś, kto Cię prześcignął podpatruj go jak tego dokonał i zrób wszystko by zostawić go w tyle, choćby miał się przewrócić o Twoją podstawioną stopę." Nie wiem ile razy w ciągu ośmiu lat to przeczytałam, ile razy próbowałam wbić sobie do głowy. Jakoś chujowo wychodzi. Świat przeszkadza mi w życiu. Z przekonaniem, że nie będąc najlepszym jesteś najgorszym stwierdzam, że nie nadaję się do niczego. Nawet do czekania się nie nadaję, do życia się nie nadaję, do oddychania się nie nadaję.
Ale skoro nie nadaję się do Niczego, nadaję się do czegoś. Czegoś nie ma, a jeśli nie ma to muszę na to Coś poczekać.
Czekam.
Niech mi się uda być perfekcyjną. Proszę. Niech mi się uda.
A może wcale nie trzeba być we wszystkim najlepszym. Może lepiej jest stać spokojnie z boku, żyć, starać się tylko na miarę możliwości i chęci? Może nie powinniśmy dążyć do czegoś, co nie istnieje w ludzkim świecie doskonałości? Wszystko kłóci się z ideą człowieka, który poprzez błędy i cierpienia uczy się iść przez życie.
Doskonałość dla perfekcjonisty jest ułudą, to kompleks, zjawa która znika w ostatnim momencie, kiedy wydaje się, że jesteśmy krok od celu, a okazuje się, że pozostaje czekać na to co może nie przyjść. A może nie zawsze trzeba być na pierwszym miejscu? Po co się tak rozpycham obłudnie?
"Bądź najlepsza, zawsze. Kiedy widzisz kogoś, kto Cię prześcignął podpatruj go jak tego dokonał i zrób wszystko by zostawić go w tyle, choćby miał się przewrócić o Twoją podstawioną stopę." Nie wiem ile razy w ciągu ośmiu lat to przeczytałam, ile razy próbowałam wbić sobie do głowy. Jakoś chujowo wychodzi. Świat przeszkadza mi w życiu. Z przekonaniem, że nie będąc najlepszym jesteś najgorszym stwierdzam, że nie nadaję się do niczego. Nawet do czekania się nie nadaję, do życia się nie nadaję, do oddychania się nie nadaję.
Ale skoro nie nadaję się do Niczego, nadaję się do czegoś. Czegoś nie ma, a jeśli nie ma to muszę na to Coś poczekać.
Czekam.
Niech mi się uda być perfekcyjną. Proszę. Niech mi się uda.
sobota, 24 listopada 2012
surrender
Jak to jest? Wiesz może? Jak się tak klaruje, a euforia zasłania zdolność percepcji niektórych bodźców i wtedy wydaje się, że wszystko będzie w porządku. Tak?
A po calmdownie okazuje się, że opony były przebite, szklanka do połowy pełna i biało-czarni i tak dogonią. A wtedy trzeba popracować nad XP od nowa.
Jestem zła. Nie poradzę na to nic, bo są rzeczy, które trzeba streamować. Trzeba znaleźć koryta dla strumieni, by nie doprowadzić do powodzi, a jak taki kataklizm nadejdzie, to należy siłowo wykopać tony gruntu i skierować całe bagno, całą mokroć tam, gdzie jej miejsce.
Ja już na prawdę się poddaję. Poddaję się tej wszechobecnej wiedzy. Nie mam na to wystarczająco dużo siły. Zabierz to. Chcesz? Chcesz wiedzy, świadomości. Zabieraj to jak najszybciej.
A po calmdownie okazuje się, że opony były przebite, szklanka do połowy pełna i biało-czarni i tak dogonią. A wtedy trzeba popracować nad XP od nowa.
Jestem zła. Nie poradzę na to nic, bo są rzeczy, które trzeba streamować. Trzeba znaleźć koryta dla strumieni, by nie doprowadzić do powodzi, a jak taki kataklizm nadejdzie, to należy siłowo wykopać tony gruntu i skierować całe bagno, całą mokroć tam, gdzie jej miejsce.
Ja już na prawdę się poddaję. Poddaję się tej wszechobecnej wiedzy. Nie mam na to wystarczająco dużo siły. Zabierz to. Chcesz? Chcesz wiedzy, świadomości. Zabieraj to jak najszybciej.
wtorek, 13 listopada 2012
a bad feeling
Lubię być przygotowana na wszystko. Lubię planować, układać sobie w głowie plany, na za godzinę, na wieczór, na jutro i na za rok. Gdy chcę coś zacząć otwieram zeszyt i zapisuję w nim swoje plany. Pisze o zamierzanych krokach, postępach, o tym co trzeba i co muszę.
Tym sposobem dorobiłam się sterty zeszytów, z zapisaną wyłącznie pierwszą stroną. Zeszytów z wyśnioną przyszłością, z idealną Izką, która spełnia oczekiwania innych.
Jednak nic nie robię ze swoim życiem. Przesiaduje to tu to tam błądząc w tłumie oczu, odpowiadam im czasem, kiedy dotykają mnie spojrzeniami i trwam. Łudzę się kolejnymi wymyślonymi aspiracjami, chowam głowę pod kocem, zamykam oczy i popadam w wewnętrzną panikę.
Tak, panika to najodpowiedniejsze słowo. To słowo miesiąca, słowo każdego dnia.
Za dużo tej wiedzy, tych przeczuć. Za bardzo boli wiedza o nieuchronności, za bardzo męczy przeczucie o tragiczności zdarzeń.
Bezradność.
Jak spojrzeć w twarz komuś kto nie spodziewa się uderzenia? Jak powiedzieć - Nie, wcale nie będzie dobrze, będzie chujowo, bo..- osobie która ufa, wierzy, jest przekonana o dobrym zakończeniu? Czy to jest dobre etycznie? Chciałabym posiadać jasność etyczną co do każdej sprawy. Czasem po prostu nie wiem co jest moralne, a co nie. Niechlujstwo. Psychiczne niechlujstwo.
Tak bardzo boli mnie serce, ciarki biegną po plecach, a ręce drżą. Nie mogę, nie mogę, nie chcę.
Wychodzę więc, błądzę ulicami Lublina, zapuszczając się coraz dalej, mając nadzieje, że "to" zostanie schowane pod kocem, uwolni się ode mnie. Jednak nie, im dłużej idę tym bardziej się do mnie zbliża, a wtedy nie mogę zrobić kolejnego kroku. Przystaję i palę. Wydmuchuje, usuwam wraz z dymem.
Nieświadomość to błogosławieństwo. Uwierz.
http://www.rainymood.com/ W tym deszczu przesiaduję co dzień. Zasłaniam szczelnie okna i włączam deszcz. Deszcz o każdej porze dnia i nocy. Deszcz. Cudowny deszcz.
Kilka nocy temu nie mogłam zasnąć. Powód znam, ale wolę myśleć, że to dlatego, że byłeś blisko tej nocy, kiedy warkocze przesuwały się po niebie. Byłeś blisko choć o tym nie wiedziałeś.
Znów wsadziłeś palec w pulsującą ranę. Rozdarłeś to, co już się zabliźniło. I znów ciężko jest udawać, że to już minęło, choć tak na prawdę ta sytuacja nadal zaciska się na sercu.
14 luty.
Tym sposobem dorobiłam się sterty zeszytów, z zapisaną wyłącznie pierwszą stroną. Zeszytów z wyśnioną przyszłością, z idealną Izką, która spełnia oczekiwania innych.
Jednak nic nie robię ze swoim życiem. Przesiaduje to tu to tam błądząc w tłumie oczu, odpowiadam im czasem, kiedy dotykają mnie spojrzeniami i trwam. Łudzę się kolejnymi wymyślonymi aspiracjami, chowam głowę pod kocem, zamykam oczy i popadam w wewnętrzną panikę.
Tak, panika to najodpowiedniejsze słowo. To słowo miesiąca, słowo każdego dnia.
Za dużo tej wiedzy, tych przeczuć. Za bardzo boli wiedza o nieuchronności, za bardzo męczy przeczucie o tragiczności zdarzeń.
Bezradność.
Jak spojrzeć w twarz komuś kto nie spodziewa się uderzenia? Jak powiedzieć - Nie, wcale nie będzie dobrze, będzie chujowo, bo..- osobie która ufa, wierzy, jest przekonana o dobrym zakończeniu? Czy to jest dobre etycznie? Chciałabym posiadać jasność etyczną co do każdej sprawy. Czasem po prostu nie wiem co jest moralne, a co nie. Niechlujstwo. Psychiczne niechlujstwo.
Tak bardzo boli mnie serce, ciarki biegną po plecach, a ręce drżą. Nie mogę, nie mogę, nie chcę.
Wychodzę więc, błądzę ulicami Lublina, zapuszczając się coraz dalej, mając nadzieje, że "to" zostanie schowane pod kocem, uwolni się ode mnie. Jednak nie, im dłużej idę tym bardziej się do mnie zbliża, a wtedy nie mogę zrobić kolejnego kroku. Przystaję i palę. Wydmuchuje, usuwam wraz z dymem.
Nieświadomość to błogosławieństwo. Uwierz.
http://www.rainymood.com/ W tym deszczu przesiaduję co dzień. Zasłaniam szczelnie okna i włączam deszcz. Deszcz o każdej porze dnia i nocy. Deszcz. Cudowny deszcz.
Kilka nocy temu nie mogłam zasnąć. Powód znam, ale wolę myśleć, że to dlatego, że byłeś blisko tej nocy, kiedy warkocze przesuwały się po niebie. Byłeś blisko choć o tym nie wiedziałeś.
Znów wsadziłeś palec w pulsującą ranę. Rozdarłeś to, co już się zabliźniło. I znów ciężko jest udawać, że to już minęło, choć tak na prawdę ta sytuacja nadal zaciska się na sercu.
14 luty.
czwartek, 8 listopada 2012
Runaway
Miałam iść spać. Kilka nutek i płacz jest zależny od kilku niemiarowych oddechów. Mokre oczy, a myśli nieustannie wędrują w kierunku niespełnionego. Więc siadam między biurkiem a łóżkiem. Na podłodze jakoś lepiej się myśli. Lepiej się trwa. Lepiej się oddycha. Cztery i pół minuty, które potrafią rozporządzać wieczorem i nocą. Dźwięki wymagające od umysłu przejścia w stan uśpienia rozumu. Bezsens szukania sensu.
Żyję w wyśmiewczo- paradoksalny sposób, czytając Edwarda Stachurę i słuchając paru wolnorytmowych utworów, które sprawiają, że co chwila muszę klikać pauzę. By smutek na chwilę oddalił się od mojej krtani, jednocześnie pobudzając monotonnie powtarzające się pragnienie kolejnej porcji masochistycznych wspomnień. I wiem, jestem świadoma, że kilka sekund, kilka nut później cykl zacznie się powtarzać. Pomimo to zachowuję się na opak, przy całej tej nabytej z autopsji mądrości.
Z resztą teraz wystarczy myśl o dźwiękach, która sprawia, że moje płuca przyjmują więcej wodoru z powietrza, a kolejne dawki tytoniu zalegają w lewym płucu i poprzez ekstrahację ich mocy trafiają szybko tam, gdzie w ciele romantyka znajdują się najczęściej.
Dlaczego prawa natury zaczęły działaś właśnie teraz? Na przestrzeni dziejów można dostrzec pewną regularność. Na początku logicznie odrzucam ten motyw, a następnie- coraz bardziej i bardziej zagłębiając się w moją psychikę- dochodzę do wniosku, że ta ohydna logika jednak podpowiada ścieżkę prowadzącą w dobrym kierunku.
A ja przestawiam ten wektor jak mi się podoba, nie mogąc się skupić, by podejść jak najbliżej rozwiązania. Bo myśli uciekają do źródła jednego z powodów. I to akurat tego, który jest domniemanym punktem startowym i od którego rozmyślenia się zaczynają. Który logika próbuje wtrącić do szuflady na samo dno potylicy.
Próba wydostania się z zapętlenia kończy się. Właściwie nie. Bo prowadzi do kolejnych zmian, które mają coraz mniejszy sens. Przecież muszę przestać bezsensownie klikać.
Spać ze łzami po drugiej stronie oczu.
I was feeling sad. Can't help looking back.
czwartek, 1 listopada 2012
Gdzie jest granica? Została rozmyta.
Topisz się w oceanie
bezsensownie
przyjaciele nie umieją pływać
płucami czujesz sól
pachnie bosko.
Intensywniej, coraz mocniej.
nagle
...
pod stopami grunt.
Czy to niebo?
teraz
to ten, który swą osobowość
tylko dla Ciebie kreuje nad braterstwo.
dla Ciebie
powyżej całej rzeczywistości
...
wątpliwe przebudzenie
nie ma obok
byś Ty być mogła.
...
Chcesz?
Czasami nie da się powiedzieć tego co się czuje. I ten ktoś po prostu odchodzi, bo nie wie, że powinien zostać.
Jeśli błędy są po to, żeby wyciągać z nich wnioski, to czy rzeczywiście są błędami? Bo jeśli przywaliłabym komuś w twarz, a potem poczułabym, że to był błąd, to przecież nie poczułbym tego, co czuje, nie uderzając, a więc nie mogłoby to być błędem ani dla mnie ani dla kogoś jeśli chodzi o długotrwałość uczuć. Tak? Bo jeśli byłby to błąd, to do błędnych wniosków można dojść po popełnieniu go, więc błędem byłoby myślenie, że nie był to błąd.
Chyba wymyśliłam paradoks "o dobroci uczuć ludzkich, które nie są nigdy błędne". Można je tylko podzielić na raniące i nieraniące. I to każde jedno uczucie może być takie, jak ktoś je odczuje... o fuck .. Pokręciłam.
Czytać można. Między słowami. Między wierszami. Im ich więcej, tym więcej można wywnioskować. A to, że jest ich mniej, nie znaczy, że przesłania jest ilościowo mniej. A jakość? Odrębna i indywidualna kwestia.
Olbrzymi ładunek emocjonalny. Wszystko wewnątrz, a tego istoty nie pojmą, nie zrozumieją. Nawet nie wpadną na pomysł, że zrozumieć się da. I dziwić się, że złość we mnie wzbiera.
bezsensownie
przyjaciele nie umieją pływać
płucami czujesz sól
pachnie bosko.
Intensywniej, coraz mocniej.
nagle
...
pod stopami grunt.
Czy to niebo?
teraz
to ten, który swą osobowość
tylko dla Ciebie kreuje nad braterstwo.
dla Ciebie
powyżej całej rzeczywistości
...
wątpliwe przebudzenie
nie ma obok
byś Ty być mogła.
...
Chcesz?
Czasami nie da się powiedzieć tego co się czuje. I ten ktoś po prostu odchodzi, bo nie wie, że powinien zostać.
-Masz dom, zazdroszczę, fajnie jest mieszkać w domu.
-Nie, wole w Lublinie, wole w mieście.
-Chcesz mieszkać w mieście?
-Tak, chce mieszkać w mieście.
-Ale w jakim?
-W mieście
-Ale małym dużym?
-W mieście.
-Ale, że w Polsce, za granicą?
-W mieście.
-Ok, no more question.
Jeśli błędy są po to, żeby wyciągać z nich wnioski, to czy rzeczywiście są błędami? Bo jeśli przywaliłabym komuś w twarz, a potem poczułabym, że to był błąd, to przecież nie poczułbym tego, co czuje, nie uderzając, a więc nie mogłoby to być błędem ani dla mnie ani dla kogoś jeśli chodzi o długotrwałość uczuć. Tak? Bo jeśli byłby to błąd, to do błędnych wniosków można dojść po popełnieniu go, więc błędem byłoby myślenie, że nie był to błąd.
Chyba wymyśliłam paradoks "o dobroci uczuć ludzkich, które nie są nigdy błędne". Można je tylko podzielić na raniące i nieraniące. I to każde jedno uczucie może być takie, jak ktoś je odczuje... o fuck .. Pokręciłam.
Czytać można. Między słowami. Między wierszami. Im ich więcej, tym więcej można wywnioskować. A to, że jest ich mniej, nie znaczy, że przesłania jest ilościowo mniej. A jakość? Odrębna i indywidualna kwestia.
Olbrzymi ładunek emocjonalny. Wszystko wewnątrz, a tego istoty nie pojmą, nie zrozumieją. Nawet nie wpadną na pomysł, że zrozumieć się da. I dziwić się, że złość we mnie wzbiera.
Nie wiesz póki nie doświadczysz.
Zadziwiające jak płacz innej osoby może przynieść ulgę, nie?
sobota, 27 października 2012
cztery.
Przeczucie. Mam tak od środy. Wstaję rano i wiem kogo dzisiaj spotkam. Przecieram oczy, siadam na łóżku i po prostu czuje osobę, którą dzisiaj napotkam. Później w tym codziennym zakołowaniu wypatruje, czekam, na chwile zapominam, zamyślam się i tuż przed znów pojawia się to uczucie i już jestem pewna, że z naprzeciwka, tuż za przechodniami idącymi wprost na mnie jesteś, za chwile zobaczysz i mnie.
Cztery dni, cztery osoby. Cztery różne sytuacje, cztery miejsca. Ale to samo dziwne uczucie. Chwile rozmawiamy, śpieszy mi się, chwytam Cię za rękę lub przedramię, krótkie "hejka" na pożegnanie i po chwili jesteś jesteś już daleko za mną, a wtedy uświadamiam sobie, że nie wiem dlaczego to zrobiłam. Dlaczego tym gestem odruchowo kończę. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, jak dziwi mnie to za każdym razem.
It's so weird.
Uwielbiam jesień. I zimę.
Bo jesień jest stworzona, by za każdy Twój podły nastrój obwiniać pogodę. Kocham dywany liści, mgłę unosząca się od późnego wieczora do rana. Deszcz uderzający w szybę i parasol.
A zimę? Bo jest magiczna. Jedyna wyróżnia się na akwareli jako najpiękniejsza z pór roku. I cudownie bo zimno. I można tak iść w swetrze, dwóch czy pięciu patrząc jak tańczą płatki śniegu kiedy mrok, a mała wskazówka jest zaledwie na czwórce.
Jesień i zima- to dużo, dużo nocy.
I nikt nie przyczepia się do Twojego zastygnięcia w lawinie własnych przemyśleń.
Tylko ludziom z zewnątrz wydaje się, że jestem w pełni zadowolona z życia, że mogę wszystko i nie mam się czym przejmować. I ok. Mogę. Dzięki wspaniałej grze mogę. Tworzę obraz siebie, jakiej chcą, dzięki czemu ludzie dają szanse i możliwości. Jakie to wszystko wspaniałe...
Jakie to wszystko męczące.
Codzienne, nocne spacery ulicami smutnego Lublina. Zalatuje desperacją. Ale przynajmniej są ładne światła i małe wariacje. To wszystko unieważnia ten cały mój "overkill".
Cztery dni, cztery osoby. Cztery różne sytuacje, cztery miejsca. Ale to samo dziwne uczucie. Chwile rozmawiamy, śpieszy mi się, chwytam Cię za rękę lub przedramię, krótkie "hejka" na pożegnanie i po chwili jesteś jesteś już daleko za mną, a wtedy uświadamiam sobie, że nie wiem dlaczego to zrobiłam. Dlaczego tym gestem odruchowo kończę. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, jak dziwi mnie to za każdym razem.
It's so weird.
Uwielbiam jesień. I zimę.
Bo jesień jest stworzona, by za każdy Twój podły nastrój obwiniać pogodę. Kocham dywany liści, mgłę unosząca się od późnego wieczora do rana. Deszcz uderzający w szybę i parasol.
A zimę? Bo jest magiczna. Jedyna wyróżnia się na akwareli jako najpiękniejsza z pór roku. I cudownie bo zimno. I można tak iść w swetrze, dwóch czy pięciu patrząc jak tańczą płatki śniegu kiedy mrok, a mała wskazówka jest zaledwie na czwórce.
Jesień i zima- to dużo, dużo nocy.
I nikt nie przyczepia się do Twojego zastygnięcia w lawinie własnych przemyśleń.
niech będzie. nie chwaląc się. wyszło mi.
Tylko ludziom z zewnątrz wydaje się, że jestem w pełni zadowolona z życia, że mogę wszystko i nie mam się czym przejmować. I ok. Mogę. Dzięki wspaniałej grze mogę. Tworzę obraz siebie, jakiej chcą, dzięki czemu ludzie dają szanse i możliwości. Jakie to wszystko wspaniałe...
Jakie to wszystko męczące.
skrzypeczki
Codzienne, nocne spacery ulicami smutnego Lublina. Zalatuje desperacją. Ale przynajmniej są ładne światła i małe wariacje. To wszystko unieważnia ten cały mój "overkill".
sobota, 20 października 2012
w potrzasku
Śmiać się często i wcale
Zdobyć szacunek ludzi inteligentnych
i miłość
Być człowiekiem, nie tylko ciałem
i duszą
Zyskać uznanie fałszywych krytyków
Znieść nieobecność przyjaciół
i obojętność
Cenić piękno , szukać w ludziach dobra
Pozostawiać świat nieco lepszym
Wiedzieć, że choć jedna para płuc oddychała lżej
dlatego żeś ty żył
Oto miara sukcesu
Dość mam. Dość wszystkiego, dość nauki której ilość mnie obecnie przygniata, dość was wszystkich. Dość ludzi bez poczucia humoru, zbyt wysokim ciśnieniem, parciem na szkło i nieprzerwaną sraczką. Dość wyścigów w śmierdzącym kanale.
Musisz być najlepsza, PERFEKCYJNA, przeczytać to i tamto, kłaść się spać co najmniej o 4 nad ranem, nie jeść, nie być. Nie myśleć.
Żyłam złudzeniem, że kiedy wrócę końcem września do Lublina wszystko będzie takie jak było. Będzie dobrze , bo z daleka , bo z ludźmi, bo lżej. Ale kurwa nie jest. Czy wybuchła jakaś elektrownia i doleciała do nas chmura obojętności, oziębłości, chamstwa i podłości?
Najgorszy ból jaki można sobie samemu zafundować to poświęcenie własnej głowy za innych a potem zorientowanie się, że nikt nie stoi po Twojej stronie, zostałeś sam.
To jest to czym jest życie. Stanę się pozbawiona wrażliwości - może tak będzie łatwiej. Nie pozwolę sobie na to, żeby czuć. Wyłączam emocje.
Wiesz, że Ty też to robisz? Robisz to przez cały czas. Tylko, że ja nie znoszę tej obojętności, tego braku czegoś, tego braku Ciebie.
Z resztą sobie poradzę. Przeczekam, odczekam, wyczekam, przebrnę, przetrwam, wytrwam, przeżyję.
Zdobyć szacunek ludzi inteligentnych
i miłość
Być człowiekiem, nie tylko ciałem
i duszą
Zyskać uznanie fałszywych krytyków
Znieść nieobecność przyjaciół
i obojętność
Cenić piękno , szukać w ludziach dobra
Pozostawiać świat nieco lepszym
Wiedzieć, że choć jedna para płuc oddychała lżej
dlatego żeś ty żył
Oto miara sukcesu
Dość mam. Dość wszystkiego, dość nauki której ilość mnie obecnie przygniata, dość was wszystkich. Dość ludzi bez poczucia humoru, zbyt wysokim ciśnieniem, parciem na szkło i nieprzerwaną sraczką. Dość wyścigów w śmierdzącym kanale.
Musisz być najlepsza, PERFEKCYJNA, przeczytać to i tamto, kłaść się spać co najmniej o 4 nad ranem, nie jeść, nie być. Nie myśleć.
Żyłam złudzeniem, że kiedy wrócę końcem września do Lublina wszystko będzie takie jak było. Będzie dobrze , bo z daleka , bo z ludźmi, bo lżej. Ale kurwa nie jest. Czy wybuchła jakaś elektrownia i doleciała do nas chmura obojętności, oziębłości, chamstwa i podłości?
Najgorszy ból jaki można sobie samemu zafundować to poświęcenie własnej głowy za innych a potem zorientowanie się, że nikt nie stoi po Twojej stronie, zostałeś sam.
To jest to czym jest życie. Stanę się pozbawiona wrażliwości - może tak będzie łatwiej. Nie pozwolę sobie na to, żeby czuć. Wyłączam emocje.
Wiesz, że Ty też to robisz? Robisz to przez cały czas. Tylko, że ja nie znoszę tej obojętności, tego braku czegoś, tego braku Ciebie.
Z resztą sobie poradzę. Przeczekam, odczekam, wyczekam, przebrnę, przetrwam, wytrwam, przeżyję.
niedziela, 14 października 2012
had I know how to save a life
Sami ustalamy swoje możliwości. Cieszy mnie sytuacja kiedy ludzie patrzą wysoko. Do przodu. Tak trzeba robić. Należy również nie zatracić świadomości ustalenia wysokości ewentualnego spadku.
Życie to podejmowanie decyzji. Radzenie sobie z nimi to wyższa szkoła jazdy. Umiejętne z nimi postępowanie to określenie ryzyka każdego przewidzianego skutku oraz ilości i wielkości tych nieprzewidywanych czynników razem ze swoimi balansami pozytywów i negatywów.
Oczywiście człowiek człowiekowi nie dość, że wilkiem- nierówny. Zatem ta sama sytuacja rozpatrywana na podstawie tych samych faktów w głowach tych samych ludzi może mieć dwa finały. Ale nigdy zły. Choć patrząc obiektywnie nie powinnam tego pisać.
Uśmiechnij się zaraz do środka, bo mój monolog ma w sobie tyle radości co niektórzy w ciągu dekad z siebie nie wydobędą.
Życie to podejmowanie decyzji. Radzenie sobie z nimi to wyższa szkoła jazdy. Umiejętne z nimi postępowanie to określenie ryzyka każdego przewidzianego skutku oraz ilości i wielkości tych nieprzewidywanych czynników razem ze swoimi balansami pozytywów i negatywów.
Oczywiście człowiek człowiekowi nie dość, że wilkiem- nierówny. Zatem ta sama sytuacja rozpatrywana na podstawie tych samych faktów w głowach tych samych ludzi może mieć dwa finały. Ale nigdy zły. Choć patrząc obiektywnie nie powinnam tego pisać.
Uśmiechnij się zaraz do środka, bo mój monolog ma w sobie tyle radości co niektórzy w ciągu dekad z siebie nie wydobędą.
Nieodwzajemniona tęsknota.
Tylko czyja?
Twoja, czy moja?
"You act like you don't need me. 'Cause you're scared of being needy. "
Wierze w używanie piosenek do powiedzenia pewnych rzeczy
Taka już jestem, pamiętam tylko dobre momenty, wkurwia mnie gdy ludzie przekładają te złe nad dobre, nie lubię rozmawiać o tych gorszych i używać moich "strasznych słów". Nie czuję nienawiści wtedy kiedy powinnam , za to pluję nią do wszystkiego co jest obojętne. Poświęcam się bez reszty i czuje z tego satysfakcję. Niewiele wymagam od ludzi. I chyba to mnie gubi.
Jestem kaleką jeśli chodzi o głębsze stosunki między ludźmi. Dlatego tak strasznie łatwo ich tracę. Wystarczy jeden mały błąd, który pociąga za sobą kolejny i wszystko sypie się na dół. A później jest coraz trudniej. Nie ma spokojnych rozmów, troskliwych oczu. Nie ma poręczy na której można się złapać by ratować przeszłość.
Nie miej nawet przez sekundę wątpliwości , że tęsknię.
"My only relief is to sleep. When I'm sleeping, I'm not sad, I'm not angry, I'm not lonely. I'm nothing."
Zawsze chciałam nauczyć Cię szczęścia.
Ale nawet nie udało mi wpoić Ci, że na nie zasługujesz.
Posiedzę, popatrzę na wszystko poprzez strużkę dymu z fajki, poprzez strugi deszczu, poprzez kopce śniegu. Muszę przetrwać. Przerwać. Zacisnąć zęby i stłumić łzy.
Dziękuję. Przepraszam.
Żyj. Odezwij się czasem, gdzie i z kim teraz umierasz.
Widzisz gdzieś tu ironię?
Tak to jest to zdanie o radości.
piątek, 12 października 2012
zakłamując się do snu
Gdy los Twój między przyjaciółmi ustalony
być z kimś ciągle mylony
nie wiedzieć oczu Twych.
Dlaczego patrzysz w gwiazdy, choć nie jesteś na ziemi?
Teraz ma już tak każdy żyjąc wśród własnych cieni.
Czy w górę do Ciebie? Czy w dół? Czy tam?
Fałszywa prawda. Prawdziwe kłamstwo
powstrzymujące od łez kłamstwo
lekarstwo
Nie macie żadnych słów? Czy wy umieracie?
przyjaciele.
Dalej proszę Cię mów.
Umieracie... w co wy pogrywacie?
Po prostu to czego nie chcę najbardziej to narzucać się. Wolę nie odzywać się pierwsza w obawie, że komuś chociaż przez sekundę przyjdzie do głowy myśl, że ma mnie dość, że jest mnie za dużo. Dlatego zawsze czekam na ten moment kiedy chcesz ze mną gadać i na to uczucie, że mnie lubisz.
Dopiero wtedy zaczynam w to wierzyć.
Zimne ręce. Zachowaj zimne, zimne serce.
jak ja lubię dźwięk deszczu bijącego o szybę
A teraz kilka słów dla Pana Bohatera dzisiejszego dnia.
Wiesz myślałam, myślę o wszystkim. Gdzieś w centrum miasta, miasta które tkwi w każdym z nas leży cmentarz starych miłości.
Szczęściarze zadowoleni ze swojego życia oraz z tego z kim je dzielą przeważnie o nim nie pamiętają. Nagrobki są poprzewracane, wyblakłe, trawa nieskoszona wszędzie plenią się dzikie kwiaty i jeżyny. A ścieżki pokrywają opadłe liście.
U innych miejsce to wygląda inaczej. Dostojnie i schludnie, jak cmentarz wojskowy. Kwiaty są podlane i ułożone, ścieżki starannie zagrabione. Wszystko świadczy o częstych odwiedzinach.
Dla większości jednak cmentarz to szachownica. Jedne groby są zaniedbane, niektóre leżą odłogiem. Nawet nazwiska zatarły się w pamięci. Jednak są też nagrobki ważne. Odwiedzamy je często, prawdę mówiąc zbyt często.
Nigdy nie wiemy jak będziemy się czuli po wyjściu z naszego cmentarza pochowanych miłości.
Lżej czy ciężej na duchu. Nie sposób przewidzieć jacy będziemy wracać do domu teraźniejszości.
Więc po co to stałe przypominanie? Po co te rozmowy? Po co te spojrzenia? Po co?
niedziela, 7 października 2012
Anamchara
Słowo dnia- Anamchara.
Nie potrafisz żyć. Nie potrafisz być. Jest Ci ciężko. Nic nie jest takie samo. Ty nie jesteś taka sama. Ja nie jestem taka sama. Nic nie jest takie samo. Ale wiesz, nie będzie. Będzie nowe, lepsze, gorsze, ale nasze, moje i Twoje. Będzie prawdziwe.
Powiedz mi co czujesz, wykrzycz, uderz w stół.
Porównano mnie dzisiaj do liści pokrzyku wilczej jagody, bo jestem toksyczna i wiesz zdziwiłam się od kogo to usłyszałam. Ale chyba to prawda. Jestem toksyczna. Zatrułam Cię.
Nie potrafiłam być Anamcharą, "person" , przyjacielem, kimś bliskim, słuchaczem, obserwatorem. Dla Ciebie zatem wycofanie się będzie najzdrowsze.
Tylko nie myśl, że ja będę żyła normalnie, że wstanę rano i od tak zapomnę. Że jutro nie pomyśle o czymś z chęcią opowiedzenia Ci tego. Że już nikt mnie o Ciebie nie zapyta.
"Anamchara celtyckie słowo oznaczające "przyjaciela duszy". Początkowo starożytni druidzi nazywali tak wodzów, którzy udzielali wsparcia i wskazówek, ukazywali kierunek rozwoju duchowego i mistycznego, byli oparciem w chwilach trudnych i radowali się wspólnie w chwilach szczęścia. Dziś każdy bez pochodzenia celtyckiego może mieć, może być Anamcharą.
W swojej najprostszej formie człowiek przyjaciel dusza to każdy, kto udostępnia duchowe wsparcie dla innego, nie ważne jak skromne i "zwykłe". Bardziej formalnie to trener, mentor. Najczęściej zaś to osoba, która daje siebie z wyboru, a nie poczucia obowiązku, udziela pomocy, spełnia potrzebę akceptacji- Anachmara przyziemnie to osoba będąca obok"
Lubię czytać te ojcowe zapiski. Tyle w nich prawdy.Nie potrafisz żyć. Nie potrafisz być. Jest Ci ciężko. Nic nie jest takie samo. Ty nie jesteś taka sama. Ja nie jestem taka sama. Nic nie jest takie samo. Ale wiesz, nie będzie. Będzie nowe, lepsze, gorsze, ale nasze, moje i Twoje. Będzie prawdziwe.
Powiedz mi co czujesz, wykrzycz, uderz w stół.
Porównano mnie dzisiaj do liści pokrzyku wilczej jagody, bo jestem toksyczna i wiesz zdziwiłam się od kogo to usłyszałam. Ale chyba to prawda. Jestem toksyczna. Zatrułam Cię.
Nie potrafiłam być Anamcharą, "person" , przyjacielem, kimś bliskim, słuchaczem, obserwatorem. Dla Ciebie zatem wycofanie się będzie najzdrowsze.
Tylko nie myśl, że ja będę żyła normalnie, że wstanę rano i od tak zapomnę. Że jutro nie pomyśle o czymś z chęcią opowiedzenia Ci tego. Że już nikt mnie o Ciebie nie zapyta.
"Nie ścigaj człowieka który postanawia od Ciebie odejść. Nie proś, żeby został. Nie błagaj o litość.
On pojawił się w Twoim życiu tylko po to, żeby obudzić w Tobie to, co było uśpione. Muzykę z której nie zdawałeś sobie sprawy. Jego misja jest zakończona. Podziękuj mu i pozwól odejść. On miał tylko poruszyć strunę. Teraz Ty musisz nauczyć się na niej grać"
B. Pawlikowska
Nigdzie nie idę, bo nie mam na tyle siły. Wiesz gdzie mnie szukać. Nie znikam, a jedynie dziś zaciągnę wełniane skarpety i pójdę spać.
piątek, 28 września 2012
za ścianą szafy
Dom. Dla każdego powinien być najlepszym przyjacielem. Kryjówką, przystanią, w zależności od potrzeb. Niektóre domy jednak, to zaledwie neutralne przestrzenie gdzie trzyma się dobytek, je i śpi. Ostatnie najgorsze z możliwych miejsce zamieszkania nie zasługuje nawet na miano domu. Nie daje bowiem schronienia. Ma się wrażenie, że gdyby było człowiekiem patrzyłoby na Ciebie bykiem i nie miałbyś ochoty być w jego pobliżu. Panuje tam mrok złego nastroju, a jak bakterie mnoży się rozpacz.
Kiedy skończyło się dzieciństwo? Jak bardzo wtedy cierpiałeś, gdy byłeś taki mały, gdy byłeś małą wrażliwą kruszynką z dwojgiem wielkich oczu, sercem i kilkuset słowami?
Czy to nie cudowne, że nigdy nie dochodzimy do siebie?
Westchnienie kogoś kto jest za cienką ścianą obok.
Kiedy skończyło się dzieciństwo? Jak bardzo wtedy cierpiałeś, gdy byłeś taki mały, gdy byłeś małą wrażliwą kruszynką z dwojgiem wielkich oczu, sercem i kilkuset słowami?
Czy to nie cudowne, że nigdy nie dochodzimy do siebie?
Moje oczy były wtedy suche. Czemu teraz płaczą?
Jutro uśmiechnę się znów tym ohydnym zadowoleniem złego człowieka. Tymczasem posłuchajmy sobie Michaela, ja u siebie, Ty u siebie. Ja na dole, Ty na górze. Ty nienawidząc mnie, ja nienawidząc siebie.
niedziela, 23 września 2012
Słowotok.
Od kiedy moja egzystencja sprowadza się do przemykających cieni, twarzy których nie zapamiętuję, ramion obejmujących kolana jedną noc, nieważnych znajomości, rozmów bez znaczenia, przypadkowych spotkań z minionymi ludźmi, zakłamanych spojrzeń, małych wulgarnych kontaktów? A jednak przywykam do ludzi, oswajam się, tworze jakieś tam więzi. Lecz wystarczy żeby więzi zniknęły na trochę i pogrążam się w całkowitej samotności. Tak, ta lubiana Izka w zasadzie nie lubi nikogo.
To jak opuszczenie, porzucenie, niemalże jak odebranie własności. Nigdy wcześniej nie miałam tak silnego uczucia, że coś mi amputowano, zredukowano, pomniejszono mnie. Lekko zabawne doznanie, łatwe do zlokalizowania, które skręca mi żołądek, powoduje, że się zginam w pół i oplatam się rękoma. I nie dotyczy to tylko stanu ducha, to coś fizycznego, cielesnego, wewnętrzne rozbicie, poruszenie, które tłumaczy wstrząsające mną niekontrolowane dreszcze na które wszyscy tak dziwnie patrzą. Musi to bardzo rzucać się w oczy, sądząc po przerażonych spojrzeniach innych.
Nie potrafię tego wytłumaczyć, ubrać w słowa, nazwać rzeczy po imieniu, wypowiedzieć. Milczenie mi nie pomaga, nie uśmierza bólu. Po prostu samo pogrąża mnie, przerasta. Samo się narzuca. I to nie kwestia dumy, czy nędznej próby ratowania twarzy. Nie. Chcę być tylko nieosiągalna, niedostępna, jak najdalej od wszystkiego co złe. To izolowanie się to objaw dzikości. Niczego więcej.
Tak, to barbarzyństwo. Nie groźne. Zniszczy tylko mnie. Będzie mnie trawić, unicestwiać.
Odejścia wywołują spustoszenia. Po każdej oswojonej istocie pozostała blizna. Teraz już blizny, bo rany goją się. Jak szybko? To zależy, zależy czy wyobrażałam sobie w ogóle zniknięcie.
Mogłabym to wszystko opowiedzieć nieśmiałemu młodzieńcowi. Mogłabym zwierzyć się na pozór znanej osobie. Mogłabym wyjawić swoje troski wzruszającemu ramionami gejowi. Być może- ale któż to wie- byliby w stanie mnie wysłuchać, okazać mi braterskie współczucie. Lecz oni myślą o sobie, tak z resztą jak i ja. Egoizmy są nie do pogodzenia.
Z góry przepraszam, długie teksty się nudno czyta. Za często , za dużo piszę. Tkwię w stanie słowotoku.
To jak opuszczenie, porzucenie, niemalże jak odebranie własności. Nigdy wcześniej nie miałam tak silnego uczucia, że coś mi amputowano, zredukowano, pomniejszono mnie. Lekko zabawne doznanie, łatwe do zlokalizowania, które skręca mi żołądek, powoduje, że się zginam w pół i oplatam się rękoma. I nie dotyczy to tylko stanu ducha, to coś fizycznego, cielesnego, wewnętrzne rozbicie, poruszenie, które tłumaczy wstrząsające mną niekontrolowane dreszcze na które wszyscy tak dziwnie patrzą. Musi to bardzo rzucać się w oczy, sądząc po przerażonych spojrzeniach innych.
Nie potrafię tego wytłumaczyć, ubrać w słowa, nazwać rzeczy po imieniu, wypowiedzieć. Milczenie mi nie pomaga, nie uśmierza bólu. Po prostu samo pogrąża mnie, przerasta. Samo się narzuca. I to nie kwestia dumy, czy nędznej próby ratowania twarzy. Nie. Chcę być tylko nieosiągalna, niedostępna, jak najdalej od wszystkiego co złe. To izolowanie się to objaw dzikości. Niczego więcej.
Tak, to barbarzyństwo. Nie groźne. Zniszczy tylko mnie. Będzie mnie trawić, unicestwiać.
Odejścia wywołują spustoszenia. Po każdej oswojonej istocie pozostała blizna. Teraz już blizny, bo rany goją się. Jak szybko? To zależy, zależy czy wyobrażałam sobie w ogóle zniknięcie.
Mogłabym to wszystko opowiedzieć nieśmiałemu młodzieńcowi. Mogłabym zwierzyć się na pozór znanej osobie. Mogłabym wyjawić swoje troski wzruszającemu ramionami gejowi. Być może- ale któż to wie- byliby w stanie mnie wysłuchać, okazać mi braterskie współczucie. Lecz oni myślą o sobie, tak z resztą jak i ja. Egoizmy są nie do pogodzenia.
Z góry przepraszam, długie teksty się nudno czyta. Za często , za dużo piszę. Tkwię w stanie słowotoku.
Gdzieś jest ten dzień, ta noc, kiedy na głowę założę koc.
piątek, 21 września 2012
I wonder if I ever see
Chciałabym rysować dźwiękiem. Czasem tylko jednym, powtarzającym się co pół sekundy, a nieraz kilkoma bardziej skomplikowanymi. Z jednej strony oddawałyby mój nastrój, z drugiej strony równoważyły pogmatwanie umysłu. Najbliższy mej imaginacji , nieodłączne narzędzie do prób na nutach jest czarny instrument HB automatyczny ołówek do szkicowania, albo 2B i 4B do cieniowania. Średnie , nie za niskie i niezbyt wysokie tony, które rozbrzmiewają ze smutkiem byłyby w moim żywiole kreślone z delikatnym wyczuciem, tworząc coś czego większość nie chce rozumieć już na poziomie podświadomości.
Mrzonki, mrzonki, mrzonki... dźwięki na kartce nie są realne. Szkoda, bo Pan Miły w sklepie miał tak uroczy głos, a twarzy mój mózg nie odtwarza z taką dokładnością jak dźwięk niskiego, ciepłego głosu, akcentującego wyraźnie ostatnie sylaby.
Czy warto mnie ratować? Powiedz, tak czysto hipotetycznie. Nie jako wartość człowieka, bo każde życie jest tak samo warte. Nie generalizując, nie jako przykład związany z bólem bliskich, nie coś co można do prawie każdej innej osoby przypasować.
Wyobraź sobie, że możesz uratować tylko jedną osobę, jedną z dwóch. A ta druga to tak którą chcesz uratować. Czy jakikolwiek argument padłby na moją korzyść? To decyzja kto żyje, czy decyzja kto umiera? Kto musiałby być tą drugą osobą bym przeżyła? A gdybym powiedziała że chcę życia tamtej drugiej osoby i poświęcę siebie, czy ułatwiłabym Ci decyzję?
Na te i inne pytania nie ma się czasu odpowiedzieć będąc przywiązanym do torów. Ale to co możesz zrobić to poleżeć bezpiecznie obok. A jak sobie już tak będziemy leżeć pod gwiazdami zdamy sobie sprawę z tego jak mali jesteśmy. Jeśli potrafiłabym kochać tak jak Ty, to jak wyglądał by świat?
Idę pozachwycać się twórczością Bruno Schulza. Popatrzeć i powzdychać.
Mrzonki, mrzonki, mrzonki... dźwięki na kartce nie są realne. Szkoda, bo Pan Miły w sklepie miał tak uroczy głos, a twarzy mój mózg nie odtwarza z taką dokładnością jak dźwięk niskiego, ciepłego głosu, akcentującego wyraźnie ostatnie sylaby.
stay away from broken people.
Czy warto mnie ratować? Powiedz, tak czysto hipotetycznie. Nie jako wartość człowieka, bo każde życie jest tak samo warte. Nie generalizując, nie jako przykład związany z bólem bliskich, nie coś co można do prawie każdej innej osoby przypasować.
Wyobraź sobie, że możesz uratować tylko jedną osobę, jedną z dwóch. A ta druga to tak którą chcesz uratować. Czy jakikolwiek argument padłby na moją korzyść? To decyzja kto żyje, czy decyzja kto umiera? Kto musiałby być tą drugą osobą bym przeżyła? A gdybym powiedziała że chcę życia tamtej drugiej osoby i poświęcę siebie, czy ułatwiłabym Ci decyzję?
Na te i inne pytania nie ma się czasu odpowiedzieć będąc przywiązanym do torów. Ale to co możesz zrobić to poleżeć bezpiecznie obok. A jak sobie już tak będziemy leżeć pod gwiazdami zdamy sobie sprawę z tego jak mali jesteśmy. Jeśli potrafiłabym kochać tak jak Ty, to jak wyglądał by świat?
Stars can't shy without darkness.
Idę pozachwycać się twórczością Bruno Schulza. Popatrzeć i powzdychać.
say something
poniedziałek, 17 września 2012
czule
Uświadomiłam sobie, że nie lubię słowa "czule". Ktoś mi dzisiaj napisał, że "wspomina czule" naszą rozmowę przeprowadzoną jakiś czas temu. Czule. Mam wrażenie, że to słowo dla tchórzy chcących zjednać sobie ludzi lub utrzymać ich na dystans. Kiedy mężczyzna mówi czułe słówka to znaczy to, że nie narodzi się między wami nic więcej, to podpucha. Mój ojciec wszystkie swoje listy kończył zwrotem " Z czułością", a ja zawsze miałam ochotę powiedzieć jak mnie to pożegnanie irytowało. Albo rybki albo akwarium. Nie musicie mnie zaraz zbywać takim letnim, lekceważącym, niby serdecznym słówkiem.
To zabawne, że człowiek nawet wśród słów znajduje ulubieńców i wrogów.
To zabawne, że człowiek nawet wśród słów znajduje ulubieńców i wrogów.
-Dlaczego robisz zdjęcie moich stóp?
-A co ryja mam robić?
Sztuka dla sztuki cierpliwości się zepsuła. Sens zmarniał do pobladłych wartości ecru i rozmył się w niezliczonych definicjach kolorów.
Jestem egoistką i to najgorszym typem. Nie jestem świadoma cudzych potrzeb. Niby dawałam z siebie wszystko a nie widziałam tylu rzeczy. Starałam się być dobra, tylko nie wiem czy za mało, czy za dużo, czy to mi przysłoniło widok i zapomniałam o podstawowej sprawie. Jestem nikim.. zwykłym smutnym kimś kto chowa się pod tym "czułym" uśmiechem, nie wie ile ma lat, czyli statystycznie jak kogoś na ulicy spotkasz będzie fajniejszy.
Gdy umiera ktoś bliski- uczucie zostaje
Gdy umiera uczucie- człowiek również jest wartością
Co teraz ćwiczymy?
Umieranie.
Teraz wspomnienia wyglądają jeszcze szczęśliwiej, co aktualnie sprawia trud uśmiechowi.
czwartek, 13 września 2012
between two lungs
Nie umiem oddychać. Wdech. Wydech. Ktoś mi przestrzelił płuco po prostu. Nie żebym się nie spodziewała, ten ktoś trzymał w dłoni broń, palec na spuście, a to wiążę się z tym, że może wykonać kilka ruchów więcej i w zależności od okoliczności strzelić porządnego headshota lub unieszkodliwić tylko kolano. Ja dostałam najgorzej, bo w lewe płuco, a kula ugrzęzła w czerwonym worku. Teraz boli. Wyłącznie niesamowicie wykwalifikowany personel jest w stanie ją wyciągnąć na dwa sposoby: delikatnie, przez otwór którym wleciała, lub gwałtownie wyrywając kawałek tkanki z drugiej strony. A to wszystko bo wystarczy odwrócić się na moment ja nie ucieknę, nie odskoczę. W tym przypadku dobrze, że kręgosłup cały.
I tak wiem, mój uśmiech jest nie na miejscu.
Ja chciałabym, żeby ktoś mi wybaczył. A wiesz, wiecie, to znaczy, że żałuje pewnych kroków. W głowie jest wszystko i nic. W tej chwili zostały pytania, a odpowiedzi nie znam. Nowe okoliczności pojawiły się na sali sądowej z której wyszłam rzucona piraniom na pożarcie. Tylko pamiętać należy, że to czego chcemy a co możemy dzieli cieniutka linia zwana w przybliżeniu powiązaniem źródła z intencjami. A jak nie znam źródła i intencji?
Czy moje słowa lub właściwie ich brak są jak mgła w której się kryje? A może właśnie w zadymieniu całej codzienności są wskazówki mnie określające?
Pozostawiam.
achhh zapomniałabym .. dziękuję za prezent, wdzięcznam choć nie rozumiem przesłania.
I tak wiem, mój uśmiech jest nie na miejscu.
Ja chciałabym, żeby ktoś mi wybaczył. A wiesz, wiecie, to znaczy, że żałuje pewnych kroków. W głowie jest wszystko i nic. W tej chwili zostały pytania, a odpowiedzi nie znam. Nowe okoliczności pojawiły się na sali sądowej z której wyszłam rzucona piraniom na pożarcie. Tylko pamiętać należy, że to czego chcemy a co możemy dzieli cieniutka linia zwana w przybliżeniu powiązaniem źródła z intencjami. A jak nie znam źródła i intencji?
Czy moje słowa lub właściwie ich brak są jak mgła w której się kryje? A może właśnie w zadymieniu całej codzienności są wskazówki mnie określające?
Pozostawiam.
achhh zapomniałabym .. dziękuję za prezent, wdzięcznam choć nie rozumiem przesłania.
sobota, 8 września 2012
Sezon na truskawki
Sklejone usta zmęczone włosy
mówią że byłeś ze mną tej nocy.
Słyszałam serca twojego bicie
i zapach Twych perfum wąchałam skrycie.
Smakowałeś skóry
dotykałeś ciała.
Swym ramieniem objąłeś moje kolana
i patrzyłeś
patrzyłeś
patrzyłeś,
a ja?
Myślałam.
Że to twarz nie ta
to nie te usta
Że nie to ramie i nie ten wzrok
to nie te dłonie
i
że to mrok.
Myślę, że ludzie których spotykamy rozmijają się często z nami o centymetry, dni albo uderzenia serca. W innym miejscu i czasie, nastrojeni inaczej, zapominając o wszystkich oporach padlibyśmy im w ramiona, z radością przyjęlibyśmy ich zaproszenie. Ale nie.. spotykamy ich w chwili, gdy nie jesteśmy zadowoleni lub oni nie są. Nie możemy do nich dojść, chodzą obok , ogień namiętności nie zostaje wzniecony. Rozminięcie się.
A reszta? Reszta - sezon na truskawki. Jest smaczny, sprawia wiele przyjemności, każdy kęs soczystej truskaweczki doprowadza nas niemalże do euforii i zaspokaja głód, ale z czasem... z czasem truskawki stają się mniej smaczne, coraz mniejszą mamy na nie ochotę i najzwyczajniej w świecie odkładamy je na bok, bo chwilowy głód został zaspokojony. Sezon się kończy. Pozostaje tylko pyszne wspomnienie i plama na koszulce. A prawdziwy głód pozostaje.
Never mind, I'll find someone like you.
poniedziałek, 3 września 2012
po wszystkim?
Nie wiem co się dzieje wokół mnie. Nie domyślam się. Nie zgadnę. Cały czas myślę o jednym. I smutek dochodzi zewsząd. Niektórych rzeczy w życiu nie pojmę chyba. Zamknięta i zbyt głupia na nie jestem. Takie istnienie nie jest dla mnie.....
Siedząc na pod warszawskiej wsi zapachniało mi czymś. Jakby jesienią. Ale próbowałam sobie przypomnieć z czym konkretnie kojarzy mi się ten zapach. Reserved? Liceum? Krew?
Mocniej czuję wrzesień ubiegłego roku. Człowiek uszczęśliwiający mnie. Co było potem? Nie ważne, bo idąc aleją przejechał Pan, który nie powinien być dopuszczony do ruchu zasmrodził powietrze spalinami. I po zapachu.
W sumie podobnie się stało dwanaście miesięcy temu.
"Serce ludzkie bywa czasem tak zgłodniałe, że rzuca się nawet na kamienie, nie czując ich martwoty i chłodu"
Siedząc na pod warszawskiej wsi zapachniało mi czymś. Jakby jesienią. Ale próbowałam sobie przypomnieć z czym konkretnie kojarzy mi się ten zapach. Reserved? Liceum? Krew?
Mocniej czuję wrzesień ubiegłego roku. Człowiek uszczęśliwiający mnie. Co było potem? Nie ważne, bo idąc aleją przejechał Pan, który nie powinien być dopuszczony do ruchu zasmrodził powietrze spalinami. I po zapachu.
W sumie podobnie się stało dwanaście miesięcy temu.
"Serce ludzkie bywa czasem tak zgłodniałe, że rzuca się nawet na kamienie, nie czując ich martwoty i chłodu"
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
I can't wait.
Dzisiejszy dzień jest jednym z tych dni, które dają przedsmak następnej pory roku. Kolejny rozdział. Jest bardzo chłodno. Siedzę na zewnątrz, patrzę na okrągły księżyc który raz za razem zakrywają chmury. Zrywa się wiatr. W powietrzu czuć późną jesień choć za dnia ludzie wystawiali twarze ku słońcu. Mknące na niebie chmury podbiegły zimowym fioletem. Tuż za nimi ciemne niebo. Wiadomo jednak co znaczą chmury o takiej barwie. Mieszka w nich zimny deszcz.
Wychodząc z domu zabierasz lekki sweter. W przeciwnym razie po chwili pojawiają się pierwsze dreszcze. Psy na ulicy poruszają się żywiej. Pochowały się sapiące języki, zniknęły ospałe łapy. Pierwszy raz w tym roku lodziarnia nie jest zapełniona ludźmi i nikt w samochodzie nie otwiera okna. Jutro lato powróci, ale dzisiejszy dzień to przystawka do zbliżającego się obiadu.
I już nie mogę się doczekać tego przeszywającego zimna, które pozwoli zakamuflować dreszcze spowodowane strachem. Wtedy na pytanie "Dlaczego tak drżysz?" można będzie zwalić na chłód, zamiast przyznawać, że paraliżuje nas strach.
Czasami czuję się jakby mnie ktoś podsłuchiwał za kotarą. I słyszał tylko sześć na dziesięć słów i to niewyraźnie. Próbował poskładać moje myśli z pozostałych czterech. Brawo za próbę, chęci również cenię w moim świecie, bo niewiele osób je ma.
Nie potrafię usunąć z moich 8 metrów kwadratowych czegoś, co nie tak dawno sprawiało mi ból. Wśród tego całego biurkowego niepoukładania zapomniałam o tym, że tam jest. Jakoś tak pasuje i współgra. Ale to nie ważne.
Wychodząc z domu zabierasz lekki sweter. W przeciwnym razie po chwili pojawiają się pierwsze dreszcze. Psy na ulicy poruszają się żywiej. Pochowały się sapiące języki, zniknęły ospałe łapy. Pierwszy raz w tym roku lodziarnia nie jest zapełniona ludźmi i nikt w samochodzie nie otwiera okna. Jutro lato powróci, ale dzisiejszy dzień to przystawka do zbliżającego się obiadu.
I już nie mogę się doczekać tego przeszywającego zimna, które pozwoli zakamuflować dreszcze spowodowane strachem. Wtedy na pytanie "Dlaczego tak drżysz?" można będzie zwalić na chłód, zamiast przyznawać, że paraliżuje nas strach.
Czasami czuję się jakby mnie ktoś podsłuchiwał za kotarą. I słyszał tylko sześć na dziesięć słów i to niewyraźnie. Próbował poskładać moje myśli z pozostałych czterech. Brawo za próbę, chęci również cenię w moim świecie, bo niewiele osób je ma.
Nie potrafię usunąć z moich 8 metrów kwadratowych czegoś, co nie tak dawno sprawiało mi ból. Wśród tego całego biurkowego niepoukładania zapomniałam o tym, że tam jest. Jakoś tak pasuje i współgra. Ale to nie ważne.
środa, 22 sierpnia 2012
nauka latania
a propo komentarzy.
Trochę szczerości się należy.
Rozumiem, a to różni mnie od tej Izki sprzed paru dni , sprzed tygodnia, dwóch. Rozumiem. To zamyka przede mną drzwi. To zamyka za mną drzwi. Wiem co czuję i jak się czuję. Dopuszczając logikę do uczuć, wypaczam pojęcie bólu i przeistaczam go w coś, czego zaznałam mało w swoim dwudziestoletnim życiu. Nie jestem w stanie zadać pytania na które nie mogę odpowiedzieć. Uczucie "szukania" pytania, a nie odpowiedzi jest szalenie dziwne. Odnajduję pytanie. W każdym razie jest w nim spokój tak przeze mnie pożądany.
I nie wyprowadzi mnie z równowagi nic, nic nie jest w stanie mnie teraz odwodnić.
Proszę nie pytajcie mnie jak się czuję. to widać. A ja i tak się uśmiechnę. Ale chcę żebyście wiedzieli, że to niesamowicie doceniam.
Głupota moja nie zna końca, choć go posiada. Jedna się kończy i zaczyna druga i wątpię, że ich zaplecenie w czasie jest równoznaczne z przeżywaniem życia. Odpycham od siebie każde wyobrażenie mówiące, wyjące rozpaczliwie, że to jest ten moment. Później to już nawet wygodnie tak spadać. Można się rozluźnić i wygodnie ułożyć w powietrzu. I tak nie doceniam wolności, która swym pędem zrywa mi ubrania sprawiając, że czuje się naga.
Teraz uczę się latać choć na razie tylko macham kończynami czekając na cud, który nastąpi... nastąpi, prawda? No powiedz.. nastąpi.
W obecności chorego używaj tylko łaciny.
tęsknie za tym.
jak tylko będę mogła zapalić to ... 5 na raz.
sobota, 18 sierpnia 2012
magic words.
Tak jak boję się a nie lękam rozmów, tak boję się a nie lękam słów.
przyjaźń, miłość, lubię, kocham, bądź, zostań-te i inne, jeśli nie używam ich potocznie, nie używam ich wcale.
Są tak błahe, przyziemnie i oklepane, ale dla mnie nie straciły swej mocy. Powiedz je prosto w twarz patrząc w oczy, no dalej. Tobie też rośnie wielka gula w gardle, spuszczasz wzrok i pieprzysz trzy po trzy? Tak? Nie? Ja niestety tak. Dlatego nie używam ich w ważnych dla życia momentach, a kiedy są potrzebne zastępuję je.
Choroba definiowania i słowotwórstwa, klimaty gimnazjopodobne, to sprawia, że słowa zyskują i tracą. Tak jak ze słowami "kochać" i "pieprzyć" zostały synonimami w zbyt dużej ilości, a lubię je oba. Słowa.
Czyjeś oczy stają się punktem widzenia, lecz to nie od nich zależy definicja, wszak jest ona skierowana w czyjeś uczy. Relacja tych dwóch osób ma znaczenie, ale odbiór drugiej osoby ma wpływ decydujący.
Przykre jest to, że nie wiem jak daje znać o swoich odczuciach, nie używając słów o nich choćby w najmniejszy sposób wspominających.
Szczęście na pokaz daje ludziom tylko powód do zawiści. Chciałabym mieć, szczęście w środku. I nie tylko dla mnie. Nie mogę być hipokrytą, bo nieprostość sytuacji sprawia, że rady które wychodzą z głowy są nieżyciowe a tym samym przez ludzi i życie wciąż powtarzane. To jak postępować. Postępować jakkolwiek w takiej sytuacji braku logicznych pomysłów? Logika jest nieodzowna i nie uwzględnia uczuć, choć powinna. Właśnie, powinna. Przecież podejmując decyzję nie polega się wyłącznie na sercu, albo wyłącznie na mózgu. Jak fajnie byłoby wypunktować sobie warunki zarówno logiczne w umyśle jak i logiczne w sercu. Co nas przed tym broni? Może za dużo zmiennych i niewiadomych wprowadzonych do równania? Może te najważniejsze sprawy niepotrzebnie przybliżamy i zaokrąglamy? Może przy określaniu współrzędnych powinniśmy się bardziej przyłożyć do stawiania kropek redagujących kształt linii?
Może. Tak szczerze, to nie chce mi się więcej pisać, bo jeden z tematów przybrał na sile i nie jest już mile wspominać go w mogile. To tylko rym, taki nieudolny.
przyjaźń, miłość, lubię, kocham, bądź, zostań-te i inne, jeśli nie używam ich potocznie, nie używam ich wcale.
Są tak błahe, przyziemnie i oklepane, ale dla mnie nie straciły swej mocy. Powiedz je prosto w twarz patrząc w oczy, no dalej. Tobie też rośnie wielka gula w gardle, spuszczasz wzrok i pieprzysz trzy po trzy? Tak? Nie? Ja niestety tak. Dlatego nie używam ich w ważnych dla życia momentach, a kiedy są potrzebne zastępuję je.
Choroba definiowania i słowotwórstwa, klimaty gimnazjopodobne, to sprawia, że słowa zyskują i tracą. Tak jak ze słowami "kochać" i "pieprzyć" zostały synonimami w zbyt dużej ilości, a lubię je oba. Słowa.
Czyjeś oczy stają się punktem widzenia, lecz to nie od nich zależy definicja, wszak jest ona skierowana w czyjeś uczy. Relacja tych dwóch osób ma znaczenie, ale odbiór drugiej osoby ma wpływ decydujący.
Przykre jest to, że nie wiem jak daje znać o swoich odczuciach, nie używając słów o nich choćby w najmniejszy sposób wspominających.
Szczęście na pokaz daje ludziom tylko powód do zawiści. Chciałabym mieć, szczęście w środku. I nie tylko dla mnie. Nie mogę być hipokrytą, bo nieprostość sytuacji sprawia, że rady które wychodzą z głowy są nieżyciowe a tym samym przez ludzi i życie wciąż powtarzane. To jak postępować. Postępować jakkolwiek w takiej sytuacji braku logicznych pomysłów? Logika jest nieodzowna i nie uwzględnia uczuć, choć powinna. Właśnie, powinna. Przecież podejmując decyzję nie polega się wyłącznie na sercu, albo wyłącznie na mózgu. Jak fajnie byłoby wypunktować sobie warunki zarówno logiczne w umyśle jak i logiczne w sercu. Co nas przed tym broni? Może za dużo zmiennych i niewiadomych wprowadzonych do równania? Może te najważniejsze sprawy niepotrzebnie przybliżamy i zaokrąglamy? Może przy określaniu współrzędnych powinniśmy się bardziej przyłożyć do stawiania kropek redagujących kształt linii?
Może. Tak szczerze, to nie chce mi się więcej pisać, bo jeden z tematów przybrał na sile i nie jest już mile wspominać go w mogile. To tylko rym, taki nieudolny.
Proszę. Przestańcie się skradać, podchodzić na palcach. Proszę.
Czuję się tak jakbym tak zraziła do siebie, że..
wtorek, 14 sierpnia 2012
hipoksja
Chyba nie powinnam pisać jednak. A i tak napiszę, jak zawsze zbyt.
Jest owca, ale jest też wilk. A ten wilk tę owcę zje. Chodzi mi o to, że nie ma życia bez śmierci, painful but true.
Przy szybkim działaniu z reguły pomija się ważne dla przyszłości ogóły, bo trudno pojąć wszystko tak szybko jak wymagałoby tego działanie. A w takich momentach czuje się na alabastrowej skórze emocje, nadmiar, a nie odpowiedzialność, mało kto ją czuje w sytuacjach które świadczą o różnicy między wilkiem głodnym a najedzonym. I chyba nie da się prześledzić wstecz całości motywów prowadzących do działania, ale może nie trzeba? Może należy podziękować "sile" i ucieszyć się chwilą. Nie potrafię.
I chyba powtórzę powiedziane na tym blogu milion razy stwierdzenie: smutno mi. Wczoraj przewidziałam, że dzisiaj to nastąpi, jednak przyszło nieoczekiwanie po całym dniu wręcz nienaturalnego i nachalnego uśmiechu.
Na szczęście już nie czuję tych emocji których nie potrafiłam określić. Teraz mnie trochę mdli anemicznie. Ale co tam o mnie.. ważny jest efekt. Niedotlenienie i coś wykraczające poza kanony plując niecelnie swoimi ciężkimi kulami w moją stronę. Żeby przestraszyć? Podobno strach jest czymś przyciągającym w kierunku bodźca którego się boimy. Ale chyba nie zawsze. Strach powoduje uświadomienie ryzyka, oznacza, że mamy jeszcze coś do stracenia, a co z tym zrobimy to już od nas zależy. Strach a lęk to nie to samo. Lęk jest gorszy, to ten zły brat bliźniak, który zaczepia się hakami w psychice, by wespół ze strachem obalić człowieka od środka.
Epinefryna. Lidokaina. Atropina. Lubię nazwy. Hipoksja. Lubię słowo.
Odwagi wymaga bezpośrednie pytanie, a wiadomo, że bezpośrednie pytanie może odrzucić. Odrzucenia w przeróżnych sytuacjach obawiamy się jako ludzie. Ale po bezpośrednim pytaniu można bezpośrednio odpowiedzieć i porozmawiać. Lubię rozmowę. Cholernie się jej boję, ale nie lękam. Przepraszałam wiele razy, ale odczuwam potrzebę ukorzenia się i przeproszenia. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Za omijanie rozmów również. W szczególności. Przepraszam.
Jest owca, ale jest też wilk. A ten wilk tę owcę zje. Chodzi mi o to, że nie ma życia bez śmierci, painful but true.
Przy szybkim działaniu z reguły pomija się ważne dla przyszłości ogóły, bo trudno pojąć wszystko tak szybko jak wymagałoby tego działanie. A w takich momentach czuje się na alabastrowej skórze emocje, nadmiar, a nie odpowiedzialność, mało kto ją czuje w sytuacjach które świadczą o różnicy między wilkiem głodnym a najedzonym. I chyba nie da się prześledzić wstecz całości motywów prowadzących do działania, ale może nie trzeba? Może należy podziękować "sile" i ucieszyć się chwilą. Nie potrafię.
I chyba powtórzę powiedziane na tym blogu milion razy stwierdzenie: smutno mi. Wczoraj przewidziałam, że dzisiaj to nastąpi, jednak przyszło nieoczekiwanie po całym dniu wręcz nienaturalnego i nachalnego uśmiechu.
Na szczęście już nie czuję tych emocji których nie potrafiłam określić. Teraz mnie trochę mdli anemicznie. Ale co tam o mnie.. ważny jest efekt. Niedotlenienie i coś wykraczające poza kanony plując niecelnie swoimi ciężkimi kulami w moją stronę. Żeby przestraszyć? Podobno strach jest czymś przyciągającym w kierunku bodźca którego się boimy. Ale chyba nie zawsze. Strach powoduje uświadomienie ryzyka, oznacza, że mamy jeszcze coś do stracenia, a co z tym zrobimy to już od nas zależy. Strach a lęk to nie to samo. Lęk jest gorszy, to ten zły brat bliźniak, który zaczepia się hakami w psychice, by wespół ze strachem obalić człowieka od środka.
Epinefryna. Lidokaina. Atropina. Lubię nazwy. Hipoksja. Lubię słowo.
Odwagi wymaga bezpośrednie pytanie, a wiadomo, że bezpośrednie pytanie może odrzucić. Odrzucenia w przeróżnych sytuacjach obawiamy się jako ludzie. Ale po bezpośrednim pytaniu można bezpośrednio odpowiedzieć i porozmawiać. Lubię rozmowę. Cholernie się jej boję, ale nie lękam. Przepraszałam wiele razy, ale odczuwam potrzebę ukorzenia się i przeproszenia. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Za omijanie rozmów również. W szczególności. Przepraszam.
czwartek, 2 sierpnia 2012
bad- place, wrong- time, the worst- people
Rozgrzebuję przeszłość. Dzisiaj wyjątkowo. Bez przeszłości jest się nikim w teraźniejszym świecie. I tak sobie myślę, czy w przyszłości nie założyć jakiegoś hasła, które by strzegło przeszłości w czasie obecnym.
A dziś po prostu wzięłam TĘ płytę i obejrzałam TE zdjęcia. I chyba najbardziej cieszy mnie to, że zrobiłam to dopiero teraz, po półtorej roku, kiedy jest mi wszystko jedno, kiedy nie jest mi nawet żal, kiedy zamiast wam przyglądam się sobie. Czas zrobił swoje. A ja patrzę z półtora rocznej odległości i widzę tylko szczęśliwych ludzi, obcych mi ludzi, zupełnie obcych. I tak wiem, parę osób może się oburzyć, ale nie zamierzam przepraszać, wyjątki od reguły są przypisane każdej formule. Z resztą ten post będzie jutro za dnia godny pożałowania.
Ktoś mi dzisiaj powiedział: "Poukładaj swoje życie. " I mam nadzieję, że ta osoba zapamięta moje spojrzenie, bo do cholery życie układa się nieprzewidywanie już od kilku dni wprzód. Dla mnie przynajmniej. Życie nie jest ułożone, nie do końca. Każda chwila, każda radość, każde zwątpienie jest po to, by nas przenieść w przyszłość. Nie można mieć życia na własność, bo jest ono w rękach i umysłach wielu ludzi. Czy gdyby jednego dnia wszyscy się umówili i postanowili nie zwracać na Ciebie uwagi Twoje życie byłoby idealnie Twoje, ułożone? Czy może czuł(a)byś się bez życia?
Nie chcę już nikogo więcej ranić. Miną ponad rok, a ja myślę, że jest mi wszystko jedno i jeszcze parę linijek wyżej było mi wszystko jedno. Okazuje się, że nie, co znaczy, że się zahaczyłam w pamięci emocjonalnej na tyle mocno, że wytargałam całkiem niezłą ranę. Przepraszam i nie jest to ironia. Przepraszam z całego serca. Przepraszam za bycie honorową.
-Czemu to robisz?
-Co?
-Tkwisz tu
-....
-Nie chodzi mi o miejsce. Tkwisz w złym czasie, ze złymi osobami, będąc za to zła sama na siebie.
-Wiesz, że jesteś jedną ze złych osób?
-Ejj Iz
-Co?
-Byłaś kiedyś honorowym człowiekiem.
-Co to oznacza?
-Honorowy człowiek wie kiedy odejść, nie godzi się na mniej niż zasługuje. Umiałaś odchodzić. Nie porzucałaś, odchodziłaś.
-Myślisz, że teraz nie umiem?
-W takim razie co tutaj robię?
Przemyślenia przeszłości przemyśleniami przyszłości. I na odwrót.
A dziś po prostu wzięłam TĘ płytę i obejrzałam TE zdjęcia. I chyba najbardziej cieszy mnie to, że zrobiłam to dopiero teraz, po półtorej roku, kiedy jest mi wszystko jedno, kiedy nie jest mi nawet żal, kiedy zamiast wam przyglądam się sobie. Czas zrobił swoje. A ja patrzę z półtora rocznej odległości i widzę tylko szczęśliwych ludzi, obcych mi ludzi, zupełnie obcych. I tak wiem, parę osób może się oburzyć, ale nie zamierzam przepraszać, wyjątki od reguły są przypisane każdej formule. Z resztą ten post będzie jutro za dnia godny pożałowania.
Ktoś mi dzisiaj powiedział: "Poukładaj swoje życie. " I mam nadzieję, że ta osoba zapamięta moje spojrzenie, bo do cholery życie układa się nieprzewidywanie już od kilku dni wprzód. Dla mnie przynajmniej. Życie nie jest ułożone, nie do końca. Każda chwila, każda radość, każde zwątpienie jest po to, by nas przenieść w przyszłość. Nie można mieć życia na własność, bo jest ono w rękach i umysłach wielu ludzi. Czy gdyby jednego dnia wszyscy się umówili i postanowili nie zwracać na Ciebie uwagi Twoje życie byłoby idealnie Twoje, ułożone? Czy może czuł(a)byś się bez życia?
Nie chcę już nikogo więcej ranić. Miną ponad rok, a ja myślę, że jest mi wszystko jedno i jeszcze parę linijek wyżej było mi wszystko jedno. Okazuje się, że nie, co znaczy, że się zahaczyłam w pamięci emocjonalnej na tyle mocno, że wytargałam całkiem niezłą ranę. Przepraszam i nie jest to ironia. Przepraszam z całego serca. Przepraszam za bycie honorową.
-Czemu to robisz?
-Co?
-Tkwisz tu
-....
-Nie chodzi mi o miejsce. Tkwisz w złym czasie, ze złymi osobami, będąc za to zła sama na siebie.
-Wiesz, że jesteś jedną ze złych osób?
-Ejj Iz
-Co?
-Byłaś kiedyś honorowym człowiekiem.
-Co to oznacza?
-Honorowy człowiek wie kiedy odejść, nie godzi się na mniej niż zasługuje. Umiałaś odchodzić. Nie porzucałaś, odchodziłaś.
-Myślisz, że teraz nie umiem?
-W takim razie co tutaj robię?
Przemyślenia przeszłości przemyśleniami przyszłości. I na odwrót.
wtorek, 31 lipca 2012
escape from reality
Sam na sam. Cztery ściany. Tak właśnie chcę spędzić tydzień. Tak właśnie go spędzę. I nie wyjdę z mojej Ciemnicy póki nie dotrze do mnie, że tak nie można. Dopóki nie odpocznę, nie przemyślę, nie znajdę rozwiązania, dopóki nie będę miała dość. I nawet nie chce mi się myśleć, czy to dobre czy złe, czy może to chroniczne przemęczenie, czy coś innego, co każe mi siedzieć i marnować dni. Ale czy będą do końca zmarnowane?
Wiem, że trudno jest patrzeć na kogoś kto sobie marnuje życie, będąc jednocześnie przekonanym, że tego nie robi. Z drugiej strony trudno zdefiniować marnowanie życia. To tak, jakby traktować skok na bunngie jako marnowanie pieniędzy.
Wspomnienia. Niektórzy nie dzielą ich w takiej ilości jak inni. Dobre i złe, albo takie wyrwane z kontekstu. Często śmieje się sama do siebie- wtedy właśnie mi się przypomina.
Czas. W którym możesz wcielić się w inną postać, założyć maskę i grać przed ludźmi. Chodź lepiej dla nich by była to widownia zawężona. Bo czasem przypadkiem, albo nieopatrznie ktoś jest świadkiem sceny której nie powinien widzieć, dla swojego własnego dobra. Trzeba bacznie dobierać sobie widzów, albo zaopatrzyć się w tabliczkę z napisem "Dla widzów o mocnych nerwach".
Dzień. Ja go pamiętam od początku. Jakby całość działa się w zupełnie innym czasie. Nie żałuję i gdybym miała przeżyć to jeszcze raz- przeżyłabym. Zmieniłabym jedynie początek, który pamiętam. Moje słowa i.. nie... myśli nie. One były w porządku, nawet zbyt dobre i potulne choć nie wiem, czy wierzysz, bo oczy nie zawsze są zwierciadłem duszy. Tylko wzrok mnie przerażał, zawsze przeraża mnie ludzki wzrok. A ja spuszczam wtedy swój albo patrzę gdzieś obok.
I jak myślisz co jeszcze nadawałoby się do zmiany? Ja wiem. I nie ma w tych słowach smutku, bo odpowiedź jej nie zawiera.
Za dużo. Wiem, że to za dużo. Albo raczej domyślałam się. I boję się. I wstyd mi.
Niektóre posunięcia wymagają poświęcenia, jak na przykład teraz moje zachowanie. Ale wiem, że nieświadomość to błogosławieństwo i dochodzę do wniosku, iż czas może złożyć ofiarę. By nie ranić innych, by ułatwić komuś życie. A ja jakoś sobie poradzę, przecież tak świetnie ukrywam problemy.
Teraz są zamknięte razem ze mną w mojej Ciemnicy i leżą ze mną na podłodze. Tyle, że zamierzam wyjść sama, z podniesioną głową. Na razie muszę wylizać moje rany i dać się im zagoić.
Idę spać, może jeszcze zdąży mi się coś przyśnić zanim zacznę żałować tego posta.
Wiem, że trudno jest patrzeć na kogoś kto sobie marnuje życie, będąc jednocześnie przekonanym, że tego nie robi. Z drugiej strony trudno zdefiniować marnowanie życia. To tak, jakby traktować skok na bunngie jako marnowanie pieniędzy.
Wspomnienia. Niektórzy nie dzielą ich w takiej ilości jak inni. Dobre i złe, albo takie wyrwane z kontekstu. Często śmieje się sama do siebie- wtedy właśnie mi się przypomina.
Czas. W którym możesz wcielić się w inną postać, założyć maskę i grać przed ludźmi. Chodź lepiej dla nich by była to widownia zawężona. Bo czasem przypadkiem, albo nieopatrznie ktoś jest świadkiem sceny której nie powinien widzieć, dla swojego własnego dobra. Trzeba bacznie dobierać sobie widzów, albo zaopatrzyć się w tabliczkę z napisem "Dla widzów o mocnych nerwach".
Dzień. Ja go pamiętam od początku. Jakby całość działa się w zupełnie innym czasie. Nie żałuję i gdybym miała przeżyć to jeszcze raz- przeżyłabym. Zmieniłabym jedynie początek, który pamiętam. Moje słowa i.. nie... myśli nie. One były w porządku, nawet zbyt dobre i potulne choć nie wiem, czy wierzysz, bo oczy nie zawsze są zwierciadłem duszy. Tylko wzrok mnie przerażał, zawsze przeraża mnie ludzki wzrok. A ja spuszczam wtedy swój albo patrzę gdzieś obok.
I jak myślisz co jeszcze nadawałoby się do zmiany? Ja wiem. I nie ma w tych słowach smutku, bo odpowiedź jej nie zawiera.
Za dużo. Wiem, że to za dużo. Albo raczej domyślałam się. I boję się. I wstyd mi.
Niektóre posunięcia wymagają poświęcenia, jak na przykład teraz moje zachowanie. Ale wiem, że nieświadomość to błogosławieństwo i dochodzę do wniosku, iż czas może złożyć ofiarę. By nie ranić innych, by ułatwić komuś życie. A ja jakoś sobie poradzę, przecież tak świetnie ukrywam problemy.
Teraz są zamknięte razem ze mną w mojej Ciemnicy i leżą ze mną na podłodze. Tyle, że zamierzam wyjść sama, z podniesioną głową. Na razie muszę wylizać moje rany i dać się im zagoić.
Idę spać, może jeszcze zdąży mi się coś przyśnić zanim zacznę żałować tego posta.
poniedziałek, 23 lipca 2012
everyday. always.
Poranki są doskonałe. Nocami to mam takie pomysły, że aż się ich boję. A potem znowu robi się dzień i zostają jakieś mgliste resztki. No chyba, że Ci to kiedyś wyszepczę do ucha. Albo zapiszę na ścianie. Usta jedzą śniadanie. Ludzie w Twoim świecie żyją. W moim świecie zabijam ludzi. Sadyzm. Elektryczność przepełnia radio. Słucham głosów niewiernych. Idąc ulicą słyszę z okna radiomaryjne śpiewy liturgiczne i kpię. Poganka. Bezbożna. Umarli nie muszą czekać. Pojmujesz? O Boże to mój ranek. W szpitalach są biorcy raka nie będącego ich własnością, a w windzie słyszę małe dzieci. Nudności. Jesteśmy wiecznie obserwowani. Wpuściłam Twojego ducha do środka. Osaczają mnie członkowie dawnej świty. Ta dzisiejsza poranna udręka ma gdzieś swoje wytłumaczenie. Boje się, że mój pacierz zapadnie mi w pamięć. Usiłuję Cie poznać w pralni, w której teraz siedzę. Lękam się własnego serca. Dlaczego moja ręka nie jest krzakiem bzu? Czuję strach. Przestałam. Uważać, czy przystoi mi opisywać swój świat. Drzwi otwierają się same, a ja drżę. Wierzę, że ten ranek jest doskonały. Nic się nie zdarzy, nie martw się. Jestem sama ze swym pragnieniem. Nauki. W pół do piątej na gruzach mojej modlitwy. Siedzę spokojnie na swoim poranku. Samochody wyjeżdżają. Jeśli jesteś to czemu nie stoisz przy nas kiedy zasługujemy na męczarnie? Czemu nie stoisz przy nas w naszej niewiedzy. Jeśli sprawiłeś, że żyjemy na skorupie gwiazdy czemu nie stoisz przy nas kiedy krzyczymy w bólu? Bo Cię nie ma? Tak nie ma Cię. Jebana poganka.
Kogo mogę prosić, żeby stał ze mną? Stój ze mną tego ranka. Stój ze mną o każdej piątej. Stój przy mnie kiedy tracę okruchy nadziei. Stój przy mnie kiedy wraca do mnie Pralnia. Proszę Cię, nie opuszczaj. Zwłaszcza gdy gmeram w poszukiwaniu uduchowionej muzyki. Stój przy mnie w różnych etapach. Czuję się jakby mi ktoś wychłostał mózg. Pragnę stworzyć jakiś mały drobiazg. Tęsknię za tym, czego nawet nie doświadczyłam. Dziękuję. Teraz wiem, że codzienne szczęście to za mało żeby się z tego wreszcie wyleczyć. Ten świat jest na trzeźwo nie do zniesienia, ale przecież nie jestem na niego dożywotnio skazana. Mogę stworzyć własny.
Coś się rozpierdoliło i nie chce naprawić.
Czy mogę się w ogóle modlić skoro Ciebie nie ma?
Kogo mogę prosić, żeby stał ze mną? Stój ze mną tego ranka. Stój ze mną o każdej piątej. Stój przy mnie kiedy tracę okruchy nadziei. Stój przy mnie kiedy wraca do mnie Pralnia. Proszę Cię, nie opuszczaj. Zwłaszcza gdy gmeram w poszukiwaniu uduchowionej muzyki. Stój przy mnie w różnych etapach. Czuję się jakby mi ktoś wychłostał mózg. Pragnę stworzyć jakiś mały drobiazg. Tęsknię za tym, czego nawet nie doświadczyłam. Dziękuję. Teraz wiem, że codzienne szczęście to za mało żeby się z tego wreszcie wyleczyć. Ten świat jest na trzeźwo nie do zniesienia, ale przecież nie jestem na niego dożywotnio skazana. Mogę stworzyć własny.
Coś się rozpierdoliło i nie chce naprawić.
Czy mogę się w ogóle modlić skoro Ciebie nie ma?
sobota, 21 lipca 2012
guestions, questions, questions.
Pod koniec oglądam się do tyłu i widzę tylko ostatnie 10 kilometrów. Wszystko co ważne, cenne, co kocham i czego się boję, a boję się coraz bardziej i kocham coraz mniej. Ale to pierdolenie jest, bo czy można kochać bardziej, mniej? Bać się silnej, mocniej? Wcześniej widzę cienie i prawie same bzdety, nieuchronny standard, przeżyte i zaliczone. O przyszłości nie myślę w kategorii planu, czy jakiejś listy. I tak będzie lepiej niż być powinno, bo gorzej od tego co było być nie może. Niech się spełni, przynajmniej to, na czym mi najbardziej zależy. Może już nie zagram w pokera, ale nadal tak zwanego rozsądku będę używać bardzo ostrożnie. W końcu to najlepsze co przeżyłam jemu nie zawdzięczam, wolę moją dzikość serca, relaks i beztroskę. Jednak rozum wygrywa, bo nauczono i wpojono mi jak go używać, tylko czy ja dzięki temu żyję, czy przeżywam?
Poker nauczył mnie, że kto się waha ten przegrywa. Wygrywam bo nie umiem przegrywać, a jeśli wiem że nie wygram nie podejmuje walki. Czy to znaczy, że się nie waham?
Tak- znowu egoistycznie postępuję, bo chce wiedzieć co ze mną jest nie tak. Tylko, czy przygotowując się do przyszłego bycia lepszym człowiekiem to jest istotnie egoistyczne posunięcie?
I tak mi siedzi coś znowu za potylicą co spokoju nie daje. Zadowolenie miesza się ze smutkiem. Już wiem, znam odpowiedzi bardziej prawdopodobne. Problemem było moje zachowanie. Układanka teraz pasuje i nie ma w niej nadmiarowych puzzli o które rozchodził się cały nastrój. Mam wady i to mocne, których nie będę wymieniała bo się wstydzę.
A ojciec powtarzał: "będziesz miała w życiu źle bo masz dobre serce, a kto ma dobre serce to i twardą dupe mieć musi". Może to nie serce dobre a naiwność wielka?
Jest tyle miejsc w których może się schować. Ciekawe dlaczego akurat potylica? Najwygodniejsza nie jest....
Zadam Ci kiedyś pytanie. Nie odpowiadaj pochopnie.
I'm just unhappy. It's no reason.
Poker nauczył mnie, że kto się waha ten przegrywa. Wygrywam bo nie umiem przegrywać, a jeśli wiem że nie wygram nie podejmuje walki. Czy to znaczy, że się nie waham?
Tak- znowu egoistycznie postępuję, bo chce wiedzieć co ze mną jest nie tak. Tylko, czy przygotowując się do przyszłego bycia lepszym człowiekiem to jest istotnie egoistyczne posunięcie?
I tak mi siedzi coś znowu za potylicą co spokoju nie daje. Zadowolenie miesza się ze smutkiem. Już wiem, znam odpowiedzi bardziej prawdopodobne. Problemem było moje zachowanie. Układanka teraz pasuje i nie ma w niej nadmiarowych puzzli o które rozchodził się cały nastrój. Mam wady i to mocne, których nie będę wymieniała bo się wstydzę.
A ojciec powtarzał: "będziesz miała w życiu źle bo masz dobre serce, a kto ma dobre serce to i twardą dupe mieć musi". Może to nie serce dobre a naiwność wielka?
Jest tyle miejsc w których może się schować. Ciekawe dlaczego akurat potylica? Najwygodniejsza nie jest....
Zadam Ci kiedyś pytanie. Nie odpowiadaj pochopnie.
I'm just unhappy. It's no reason.
wtorek, 17 lipca 2012
Stay weird.
Samotność jest jak wirus, którego okres inkubacji trwa kilka, a nawet kilkanaście lat. Każdy jest zainfekowany, to choroba cywilizacyjna. I choć nie wiesz, że chorujesz masz ją w sobie. Jest ukryta w każdym z nas, siedzi sobie, czeka na odpowiedni moment, cichutko, przyczajona, by w końcu wyjść kiedy spadnie odporność. I to jest najbardziej niesprawiedliwe, że wyłazi wtedy, gdy zaatakuje i osłabi nas już coś innego.
W sumie teraz nic nie jest ważne. Nawet to.
Chyba jednak jest za późno. Chyba się staram. Chyba jednak nie potrafię tak jakbym chciała. Chyba jednak tracę. Każdego. Wszystkich. Po kolei.
Decyzje. Trzeba je podejmować. Niektóre są błahe. Niektóre ranią. Ranią innych bardziej niż by się to mogło wydawać. Niektóre ranią, choć nikomu nawet ofierze się nie wydaje, że tak jest.
W momencie, gdy kogoś uważa się za kogoś bliskiego... lub prawie bliskiego, bo są wątpliwości... jakoś naiwnie można liczyć na to, że się w końcu pozbędzie tego "prawie". Guess what! Nie poprawi się. Bo ani ja, ani żadne z was nie potrafi bardziej. I nie ma w tym nic złego. To po prostu smutne.
Dziwne to wszystko. To tak jakby każde z nas mówiło "nie chcę Cię" przytulając się coraz bardziej.
Bożeeeeeee, jakbym chciała umieć bardziej. Swobodnie. Ludzie się uczą, ale zmiana musi być porządna nie wymuszona, czy naumiana. W tej całej pogoni za byciem lepszym zamykam się.
Zmiana następuje podczas podejmowania decyzji, ale jest niewidoczna przez jakiś nieokreślony czas. Bądź też widok jest mylący. Chęć podjęcia decyzji nie jest równoznaczna z jej podjęciem choć jest często z tym mylona. Owocuje to tonami nieświeżości między postaciami zainteresowanymi.
Poczekam, zobaczę, poprzyglądam się, postaram się jeszcze trochę. Może was jednak wcale nie znam, co by się okazało w żaden sposób nielogicznym, bo dla każdego z was poświęciłam trochę czasu i chcąc nie chcąc poznałam odrobinę. Może to moje staranie jest niestaranne.
Ostatnio pewna zmiana do mnie dotarła. Zdawać sobie sprawę ze zmian to błogosławieństwo. Nie zdawać- w pewien sposób też. Tylko które bardziej święte?
W sumie teraz nic nie jest ważne. Nawet to.
Chyba jednak jest za późno. Chyba się staram. Chyba jednak nie potrafię tak jakbym chciała. Chyba jednak tracę. Każdego. Wszystkich. Po kolei.
Decyzje. Trzeba je podejmować. Niektóre są błahe. Niektóre ranią. Ranią innych bardziej niż by się to mogło wydawać. Niektóre ranią, choć nikomu nawet ofierze się nie wydaje, że tak jest.
W momencie, gdy kogoś uważa się za kogoś bliskiego... lub prawie bliskiego, bo są wątpliwości... jakoś naiwnie można liczyć na to, że się w końcu pozbędzie tego "prawie". Guess what! Nie poprawi się. Bo ani ja, ani żadne z was nie potrafi bardziej. I nie ma w tym nic złego. To po prostu smutne.
Dziwne to wszystko. To tak jakby każde z nas mówiło "nie chcę Cię" przytulając się coraz bardziej.
Bożeeeeeee, jakbym chciała umieć bardziej. Swobodnie. Ludzie się uczą, ale zmiana musi być porządna nie wymuszona, czy naumiana. W tej całej pogoni za byciem lepszym zamykam się.
Zmiana następuje podczas podejmowania decyzji, ale jest niewidoczna przez jakiś nieokreślony czas. Bądź też widok jest mylący. Chęć podjęcia decyzji nie jest równoznaczna z jej podjęciem choć jest często z tym mylona. Owocuje to tonami nieświeżości między postaciami zainteresowanymi.
Poczekam, zobaczę, poprzyglądam się, postaram się jeszcze trochę. Może was jednak wcale nie znam, co by się okazało w żaden sposób nielogicznym, bo dla każdego z was poświęciłam trochę czasu i chcąc nie chcąc poznałam odrobinę. Może to moje staranie jest niestaranne.
Ostatnio pewna zmiana do mnie dotarła. Zdawać sobie sprawę ze zmian to błogosławieństwo. Nie zdawać- w pewien sposób też. Tylko które bardziej święte?
Nie lubię pozytywności u ludzi. Lubie dziwność.
Nie lubię normalności u ludzi. Lubię dziwność.
Nie lubię ludzi?
Lubię dziwność.
sobota, 14 lipca 2012
z rozmów.
"Izio male dzieci nie wiedzą, że mają serce. Póki nie zapytają co je tam w środku boli. Male dzieci nie myślą, że mają mozg. Chociaż używają go do myślenia i odczuwania. Żeby się zastanowić nad myśleniem i uczuciami trzeba je najpierw wyłączyć. Izio czy uczucia można poczuć? Pewnie można je zauważyć w momencie w którym ich nie ma. Często odczuwam brak uczuć. Szczególnie kiedy przestaję reagować. Szczególnie gdy rozmawiam z liczbami."
Chciałabym mieć autyzm, aspergnera, albo coś co zamknęło by mnie w pięknym świcie, moim świecie. Przestać reagować. Rozmawiać z liczbami. I wiedzieć wszystko o asteroidach, sercach i mózgu. Tak mózg mnie zawsze interesował.
Chciałabym mieć 150 IQ. To mój czwarty listek koniczynki. Tak wtedy byłabym szczęśliwa. Zajebista.
Dlaczego "czuję" jest silniejsze od "wiem". Przecież wiem, że czuję, a nie czuję, że wiem. Przecież czucie jest mało wiarygodne a wiedza jest pewna. A jednak "czuję" jest silniejsze.
Czuję się teraz podle, ale nie tak jak czuje się osoba która dokonała podłości lecz taka którą podłość upodliła.
Chciałabym mieć autyzm, aspergnera, albo coś co zamknęło by mnie w pięknym świcie, moim świecie. Przestać reagować. Rozmawiać z liczbami. I wiedzieć wszystko o asteroidach, sercach i mózgu. Tak mózg mnie zawsze interesował.
Chciałabym mieć 150 IQ. To mój czwarty listek koniczynki. Tak wtedy byłabym szczęśliwa. Zajebista.
Dlaczego "czuję" jest silniejsze od "wiem". Przecież wiem, że czuję, a nie czuję, że wiem. Przecież czucie jest mało wiarygodne a wiedza jest pewna. A jednak "czuję" jest silniejsze.
Czuję się teraz podle, ale nie tak jak czuje się osoba która dokonała podłości lecz taka którą podłość upodliła.
czwartek, 12 lipca 2012
You're running after something just to kill it.
Już od jakiegoś czasu podchodzę do spraw inaczej. Bardziej realnie, infantylnie. Tak jakby z fikcją przed oczami? Wszystko pochowane w małe pudełeczka siedzi głęboko we mnie i czeka na otwarcie w dalekiej przyszłości , kiedy skurczy się do niegroźnych rozmiarów. Efekt? Odmóżdżenie i orzeźwiająca koncentracja na chwili i małych radościach. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak zadowolona z niczego mogę być. Bo powodu do zadowolenia brak. Ale czy potrzebny powód, by szczerzyć się do ludzi jak klaun?
I jakoś wyjątkowo cicho jest. Wydaje mi się, że za dużo niczego. Tylko ta obojętność samochodów przemykających bezszelestnie przez mniej ruchliwe ulice w nocnych odcieniach miasta.
Noc. Właśnie, nocą martwię się sytuacjami. Wiem, że jest i będzie w porządku, bo na pewno to tylko wyobraźnia. Dzień po dniu, noc po nocy strach się pojawia. Pokrywki pudełeczek uchylają się, duchy pojawiają się i znikają. Takie Puszki Pandory.
Ważne, że wiem co robię. Tak, tak, tak.
Siedzi mi za potylicą jeszcze jedna rzecz. Dlaczego chcąc się podbudować znajduje się multum ludzi którzy
szczerze chcą zmieszać cię z płytkami chodnikowymi?
I pierdolę, zaczynam brać udział w pogoni za byciem lepszym człowiekiem, choć już przystanek wcześniej domyślam się jak to się skończy. Może jeśli wyćwiczę ten magiczny ruch ramion będę choć odrobinę lepsza w koegzystencji z ludźmi, na których mi w większy czy mniejszy sposób zależy. Szkoda tylko, że dopiero teraz, bo co jeśli już za późno.
Znów jest mi łatwiej uśmiechnąć się do obcych. Gooooood.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Jestem zadowolona. Ale nie tak normalnie, bardziej smutno.
Teraz akurat (a może od dawna) brakuje mi kogoś obok. Nie jest zbyt blisko, ale nie zbyt daleko. Względnie.
Zmiana. Względna zmiana. Prawie wszystko jest względne. Ja mówię "ciastko", a Ty myślisz o napoleonce. Tymczasem ja mam w głowie muffinkę. Dużą, kakaową, z kawałkami czekolady utopionymi w cieście, mającą ten śmieszny grzybkowaty kształt muffinkę. Czyli?.. smutek nie chcę się pożegnać. Tylko, czy pierwsza spotykająca mnie osoba nazwałaby mnie smutną? Część mnie jest tam w środku radosna, choć nie wiem dlaczego. Pewnie dlatego, że zauważam to całe dobro które dzieje się obok. W odległości kilku, kilkunastu centymetrów. To niebezpieczna odległość. A gdy zamknę oczy to właśnie w tej odległości jesteś Ty. I Ty. I jeszcze Ty. Wy tam jesteście. Dlatego często zamykam oczy.
I nie wiem po co wznoszę błagalnie wzrok z prośbą, by było jak dawniej, by jednak nic się nie zmieniało. Bo to względna zmiana. Względnie zła.
Cieszyć się z little things- cel od dziś !
Learning to walk again.
I tak myślę , że bajecznie wyglądają samochody z nieba. To tak jakby dać ludziom latarki.
Teraz akurat (a może od dawna) brakuje mi kogoś obok. Nie jest zbyt blisko, ale nie zbyt daleko. Względnie.
Zmiana. Względna zmiana. Prawie wszystko jest względne. Ja mówię "ciastko", a Ty myślisz o napoleonce. Tymczasem ja mam w głowie muffinkę. Dużą, kakaową, z kawałkami czekolady utopionymi w cieście, mającą ten śmieszny grzybkowaty kształt muffinkę. Czyli?.. smutek nie chcę się pożegnać. Tylko, czy pierwsza spotykająca mnie osoba nazwałaby mnie smutną? Część mnie jest tam w środku radosna, choć nie wiem dlaczego. Pewnie dlatego, że zauważam to całe dobro które dzieje się obok. W odległości kilku, kilkunastu centymetrów. To niebezpieczna odległość. A gdy zamknę oczy to właśnie w tej odległości jesteś Ty. I Ty. I jeszcze Ty. Wy tam jesteście. Dlatego często zamykam oczy.
I nie wiem po co wznoszę błagalnie wzrok z prośbą, by było jak dawniej, by jednak nic się nie zmieniało. Bo to względna zmiana. Względnie zła.
Cieszyć się z little things- cel od dziś !
Learning to walk again.
I tak myślę , że bajecznie wyglądają samochody z nieba. To tak jakby dać ludziom latarki.
sobota, 30 czerwca 2012
rozmowa z nieznajomym
Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś co by powiedział tysiącom ludzi na świecie, gdyby miał taką okazję?
Myślę o tym ostatnio, bo zapisałam się do the listserve http://thelistserve.com/ .
Od tygodnia dostaję codziennie emaila od kompletnie nieznanych mi ludzi. Jedni mówią o rzeczach przyziemnych, inni są skłonni do głębokich refleksji. Ale chyba najbardziej lubię połączenie, kiedy to ktoś pisze o karmie dla kota w sposób jakby była to relikwia i czuć w kościach, że ten cały wywód ma drugie dno.
Nie wolno wklejać linków, niczego reklamować, chodzi o przekazanie czegoś osobistego.
Polubiłam ten moment w przeglądania poczty. Kolejny z codziennych rytuałów.
Czekam, aż dostanę wiadomość, że zostałam wylosowana. Czekam z niecierpliwością i trochę nieśmiale. Bo co innego napisać coś od tak co wisi sobie w internecie, a co innego komuś do jego prywatnej skrzynki.
Czemu jest tak, że nieznajomemu jest łatwiej powiedzieć coś co nam leży na wątrobie? Tylko dlatego, że jest obcy i już nigdy więcej go/jej nie spotkamy? A jednak nie byłam i nie jestem zwolenniczką wywewnętrzniania się obcym ludziom. Bo wtedy ktoś przestaje być obcy.
Zdałam sobie sprawę, że dbać powinniśmy o ludzi szczęśliwych. Bo nieszczęśliwi będą dążyć by szczęśliwi stali się tacy jak oni. Nawet jeśli tego nie chcą.
Zasmakowałam się w smutku. Ty smakujesz teraz w szczęściu. I choć udawaczem jestem przednim trochę męczy mnie to. Nic na siłę. A już najbardziej nie chcę przyciągać ku sadness.
Myślę o tym ostatnio, bo zapisałam się do the listserve http://thelistserve.com/ .
Od tygodnia dostaję codziennie emaila od kompletnie nieznanych mi ludzi. Jedni mówią o rzeczach przyziemnych, inni są skłonni do głębokich refleksji. Ale chyba najbardziej lubię połączenie, kiedy to ktoś pisze o karmie dla kota w sposób jakby była to relikwia i czuć w kościach, że ten cały wywód ma drugie dno.
Nie wolno wklejać linków, niczego reklamować, chodzi o przekazanie czegoś osobistego.
Polubiłam ten moment w przeglądania poczty. Kolejny z codziennych rytuałów.
Czekam, aż dostanę wiadomość, że zostałam wylosowana. Czekam z niecierpliwością i trochę nieśmiale. Bo co innego napisać coś od tak co wisi sobie w internecie, a co innego komuś do jego prywatnej skrzynki.
Czemu jest tak, że nieznajomemu jest łatwiej powiedzieć coś co nam leży na wątrobie? Tylko dlatego, że jest obcy i już nigdy więcej go/jej nie spotkamy? A jednak nie byłam i nie jestem zwolenniczką wywewnętrzniania się obcym ludziom. Bo wtedy ktoś przestaje być obcy.
Zdałam sobie sprawę, że dbać powinniśmy o ludzi szczęśliwych. Bo nieszczęśliwi będą dążyć by szczęśliwi stali się tacy jak oni. Nawet jeśli tego nie chcą.
Zasmakowałam się w smutku. Ty smakujesz teraz w szczęściu. I choć udawaczem jestem przednim trochę męczy mnie to. Nic na siłę. A już najbardziej nie chcę przyciągać ku sadness.
piątek, 29 czerwca 2012
please don't see me
Widziałam Cię dzisiaj. Szedłeś z głową podniesioną jakby nikt i nic nie mogło stanąć Ci na przeszkodzie.
Please don't see me. Please don't see me.
Na szczęście rzadko się oglądasz.
Życie w oszustwie. Swoim własnym. Swoim twoim.
Ja pierdole, pokazuje słabości. A kilkoro z was nie powinno o nich wiedzieć. Wszyscy w sumie.
To co działo się 29 czerwca działo się. Zostanie u mnie. Będzie wracać. Powolutku.
Please don't see me. Please don't see me.
Na szczęście rzadko się oglądasz.
Życie w oszustwie. Swoim własnym. Swoim twoim.
Ja pierdole, pokazuje słabości. A kilkoro z was nie powinno o nich wiedzieć. Wszyscy w sumie.
To co działo się 29 czerwca działo się. Zostanie u mnie. Będzie wracać. Powolutku.
czwartek, 28 czerwca 2012
watch out!
Idę spokojnie stalowowolskim chodnikiem, ulicą którą szłam milion razy. Idę, myśli mi się. Patrzę przed siebie. A tak właściwie nie patrzę, bo nie przypominam sobie niczego co wtedy widziałam. Idę nie patrząc za to myśląc. Nie zwracam uwagi na kolor kostek pod nogami. Czerwony. Szary. Szary. Czerwony. What's the difference? Ktoś mówi "dzień dobry". Chwila rozgarnięcia. Tak to do mnie. Przystojny pan, nie zaprzeczę. I okazuje się, że chodzenie czerwonymi kostkami jest przestępstwem godnym 200 złotych. I, że pan może a nawet powinien mnie teraz surowo ukarać. Panie czemu pan taki taki? Jak panu nie wstyd? Mnie? Biednej studentce? Proszę mi spojrzeć w oczy i dopiero wtedy powiedzieć to co przed chwila mówił pan patrząc nieśmiało gdzieś w przestrzeń. Popatrzył w oczy i zrobiło mu się wstyd. Zawstydził się choć właśnie on nie powinien. I nie wiem, czy to sprawa moich ostatnio smutnych oczu, czy jego słabego temperamentu. "Mogę w czymś jeszcze pomóc? " Nie panie, nie pomógł pan w niczym i w niczym pan nie pomoże. Do widzenia.
Czerwone kostki. Szare kostki. Zła droga. Dobra droga. Którą drogą teraz idę? Nauczono mnie jak iść szarymi kostkami, jak być grzeczną, ułożoną, z perspektywami, tą najlepszą. I dostałam wiele szturchańców i opierdalania, żeby nie chodzić czerwoną kostką. A ja na siłę, świadomie, nieświadomie przechodzę na czerwone kostki. Nie jestem grzeczna, ułożona, tracę perspektywy, przegrywam. I jestem sama. Naważyłaś sobie piwa, teraz go wypij. Cierp ciało jak chciało. Gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała. Tylko, że.. nie żałuję.
Chciałabym iść po środku, móc śmiało korzystać z uroków obydwu stron. Niestety trzeba byłoby się rozerwać.
I znowu robię się na dziewczynę z problemami, choć tego nie chcę. Tylko jestem silnie związana z emocjami. I choć zawsze dawałam sobie z nimi radę to niepotrzebnie nauczyłam się, że muszą one czasem ze mnie ujść. Dlatego czasem potrzebuję pary cudzych uszu. To takie samolubne. Żałosne.
Nie osaczać. No właśnie. Już mam wyrzuty sumienia. Kiedyś się zaknebluje i poucinam palce. Bo powtarzanie co chwile w głowie "zamknij się izka" nie skutkuje.
Never mind. Przejdzie mi, jak zwykle. Ułoży się. Będzie dobrze. Wmawiam to sobie i powtarzam jak mantrę.
Listopadowy deszcz w czerwcu. I taką cię Stalowo Wolo lubię najbardziej, ponurą, deszczową, smutną.
I dziwić się, że mi smutno.
Czerwone kostki. Szare kostki. Zła droga. Dobra droga. Którą drogą teraz idę? Nauczono mnie jak iść szarymi kostkami, jak być grzeczną, ułożoną, z perspektywami, tą najlepszą. I dostałam wiele szturchańców i opierdalania, żeby nie chodzić czerwoną kostką. A ja na siłę, świadomie, nieświadomie przechodzę na czerwone kostki. Nie jestem grzeczna, ułożona, tracę perspektywy, przegrywam. I jestem sama. Naważyłaś sobie piwa, teraz go wypij. Cierp ciało jak chciało. Gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała. Tylko, że.. nie żałuję.
Chciałabym iść po środku, móc śmiało korzystać z uroków obydwu stron. Niestety trzeba byłoby się rozerwać.
I znowu robię się na dziewczynę z problemami, choć tego nie chcę. Tylko jestem silnie związana z emocjami. I choć zawsze dawałam sobie z nimi radę to niepotrzebnie nauczyłam się, że muszą one czasem ze mnie ujść. Dlatego czasem potrzebuję pary cudzych uszu. To takie samolubne. Żałosne.
Nie osaczać. No właśnie. Już mam wyrzuty sumienia. Kiedyś się zaknebluje i poucinam palce. Bo powtarzanie co chwile w głowie "zamknij się izka" nie skutkuje.
Never mind. Przejdzie mi, jak zwykle. Ułoży się. Będzie dobrze. Wmawiam to sobie i powtarzam jak mantrę.
Listopadowy deszcz w czerwcu. I taką cię Stalowo Wolo lubię najbardziej, ponurą, deszczową, smutną.
I dziwić się, że mi smutno.
środa, 27 czerwca 2012
all I can do is keep breathing.
Podłoga. Leżę, myślę i się duszę. Powietrze mam i się duszę. Szybciej muszę oddychać by zapanować nad emocjami. A może głębiej. Może wstrzymam na chwile oddech, powoli wypuszczę powietrze by wyregulować oddychanie.
Nie wyczuwałam zbliżającego się sztormu. A powinnam była.
Pierwszą oznaką nadchodzącego sztormu są chmury i kolor nieba. Niebo o świcie jak i o zachodzie przyjmuje najróżniejsze, odbiegające od normy kolory. Jak mogłam nie zauważyć? To pewnością te chmury. Wzięłam je za zwykłe burzowe, a może po prostu je zignorowałam.
Po drugie siła wiatru rośnie i zaczyna skręcać w prawo. Tylko, że cały czas wiatr wieje mi boleśnie w oczy. Zwyczajnie przywykłam.
Dzięki tym i innym wskazówkom możemy decydować, czy zdążymy uciec w bezpieczne miejsce, a jeśli nie to jaki kurs wybrać.
Szkoda tylko, że jestem na przegranej pozycji, przeoczyłam wskazówki. Co można zrobić, jeśli sztorm zaskoczy cię w najmniej spodziewanym momencie, a port jest daleko? Nie wiem. Więc pozostaję na morzu i czekam aż się rozbiję, a właściwie już się rozbiłam, dryfuję, tonę. I nie mogę złapać oddechu.
Proszę cię zrzuć mi szalupę. Podaj mi rękę. Ekstremalne sytuacje mnie przerastają. Chciałabym poczuć czym jest bezgraniczne zrozumienie, które sama jestem w stanie oddać w dobre ręce. Ale chyba nie mogę, nie powinnam prosić. Słabości nie wolno pokazać- chociażby dlatego.
A może mój film się już kończy i powinnam pomyśleć o jakiejś spektakularnej, godnej zapamiętania scenie?
Fascynują mnie pociągi ostatnimi czasy. Stanie, wyczekiwanie, aż wreszcie patrzenie jak przejeżdżają jest dziwnym zajęciem. Ale ja tak bardzo lubię dziwne zajęcia.
Teraz zmyje oczy i pójdę spać. Jutro jednym pociągnięciem nałożę uśmiech. Może zamiast keep breathing keep smiling? Fake smiling. I'm professional at that.
A ludzie przechodzą obok i nic nie widzą. Ale czy mogę mieć o to pretensje?
Subskrybuj:
Posty (Atom)























