Żyję w wyśmiewczo- paradoksalny sposób, czytając Edwarda Stachurę i słuchając paru wolnorytmowych utworów, które sprawiają, że co chwila muszę klikać pauzę. By smutek na chwilę oddalił się od mojej krtani, jednocześnie pobudzając monotonnie powtarzające się pragnienie kolejnej porcji masochistycznych wspomnień. I wiem, jestem świadoma, że kilka sekund, kilka nut później cykl zacznie się powtarzać. Pomimo to zachowuję się na opak, przy całej tej nabytej z autopsji mądrości.
Z resztą teraz wystarczy myśl o dźwiękach, która sprawia, że moje płuca przyjmują więcej wodoru z powietrza, a kolejne dawki tytoniu zalegają w lewym płucu i poprzez ekstrahację ich mocy trafiają szybko tam, gdzie w ciele romantyka znajdują się najczęściej.
Dlaczego prawa natury zaczęły działaś właśnie teraz? Na przestrzeni dziejów można dostrzec pewną regularność. Na początku logicznie odrzucam ten motyw, a następnie- coraz bardziej i bardziej zagłębiając się w moją psychikę- dochodzę do wniosku, że ta ohydna logika jednak podpowiada ścieżkę prowadzącą w dobrym kierunku.
A ja przestawiam ten wektor jak mi się podoba, nie mogąc się skupić, by podejść jak najbliżej rozwiązania. Bo myśli uciekają do źródła jednego z powodów. I to akurat tego, który jest domniemanym punktem startowym i od którego rozmyślenia się zaczynają. Który logika próbuje wtrącić do szuflady na samo dno potylicy.
Próba wydostania się z zapętlenia kończy się. Właściwie nie. Bo prowadzi do kolejnych zmian, które mają coraz mniejszy sens. Przecież muszę przestać bezsensownie klikać.
Spać ze łzami po drugiej stronie oczu.
I was feeling sad. Can't help looking back.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz