piątek, 28 września 2012

za ścianą szafy

Dom. Dla każdego powinien być najlepszym przyjacielem. Kryjówką, przystanią, w zależności od potrzeb. Niektóre domy jednak, to zaledwie neutralne przestrzenie gdzie trzyma się dobytek, je i śpi. Ostatnie najgorsze z możliwych miejsce zamieszkania nie zasługuje nawet na miano domu. Nie daje bowiem schronienia. Ma się wrażenie, że gdyby było człowiekiem patrzyłoby na Ciebie bykiem i nie miałbyś ochoty być w jego pobliżu. Panuje tam mrok złego nastroju, a jak bakterie mnoży się rozpacz.


Westchnienie kogoś kto jest za cienką ścianą obok.




Kiedy skończyło się dzieciństwo? Jak bardzo wtedy cierpiałeś, gdy byłeś taki mały, gdy byłeś małą wrażliwą kruszynką z dwojgiem wielkich oczu, sercem i kilkuset słowami?
Czy to nie cudowne, że nigdy nie dochodzimy do siebie?


Moje oczy były wtedy suche. Czemu teraz płaczą?


Jutro uśmiechnę się znów tym ohydnym zadowoleniem złego człowieka. Tymczasem posłuchajmy sobie Michaela, ja u siebie, Ty u siebie. Ja na dole, Ty na górze. Ty nienawidząc mnie, ja nienawidząc siebie. 

niedziela, 23 września 2012

Słowotok.

Od kiedy moja egzystencja sprowadza się do przemykających cieni, twarzy których nie zapamiętuję, ramion obejmujących kolana jedną noc, nieważnych znajomości, rozmów bez znaczenia, przypadkowych spotkań z minionymi ludźmi, zakłamanych spojrzeń, małych wulgarnych kontaktów? A jednak przywykam do ludzi, oswajam się, tworze jakieś tam więzi. Lecz wystarczy żeby więzi zniknęły na trochę i pogrążam się w całkowitej samotności. Tak, ta lubiana Izka w zasadzie nie lubi nikogo.

To jak opuszczenie, porzucenie, niemalże jak odebranie własności. Nigdy wcześniej nie miałam tak silnego uczucia, że coś mi amputowano, zredukowano, pomniejszono mnie. Lekko zabawne doznanie, łatwe do zlokalizowania, które skręca mi żołądek, powoduje, że się zginam w pół i oplatam się rękoma. I nie dotyczy to tylko stanu ducha, to coś fizycznego, cielesnego, wewnętrzne rozbicie, poruszenie, które tłumaczy wstrząsające mną niekontrolowane dreszcze na które wszyscy tak dziwnie patrzą. Musi to bardzo rzucać się w oczy, sądząc po przerażonych spojrzeniach innych.

Nie potrafię tego wytłumaczyć, ubrać w słowa, nazwać rzeczy po imieniu, wypowiedzieć. Milczenie mi nie pomaga, nie uśmierza bólu. Po prostu samo pogrąża mnie, przerasta. Samo się narzuca. I to nie kwestia dumy, czy nędznej próby ratowania twarzy. Nie. Chcę być tylko nieosiągalna, niedostępna, jak najdalej od wszystkiego co złe. To izolowanie się to objaw dzikości. Niczego więcej.

Tak, to barbarzyństwo. Nie groźne. Zniszczy tylko mnie. Będzie mnie trawić, unicestwiać.

Odejścia wywołują spustoszenia. Po każdej oswojonej istocie pozostała blizna. Teraz już blizny, bo rany goją się. Jak szybko? To zależy, zależy czy wyobrażałam sobie w ogóle zniknięcie.

Mogłabym to wszystko opowiedzieć nieśmiałemu młodzieńcowi. Mogłabym zwierzyć się na pozór znanej osobie. Mogłabym wyjawić swoje troski wzruszającemu ramionami gejowi. Być może- ale któż to wie- byliby w stanie mnie wysłuchać, okazać mi braterskie współczucie. Lecz oni myślą o sobie, tak z resztą jak i ja. Egoizmy są nie do pogodzenia.

Z góry przepraszam, długie teksty się nudno czyta. Za często , za dużo piszę. Tkwię w stanie słowotoku.


Gdzieś jest ten dzień, ta noc, kiedy na głowę założę koc. 

piątek, 21 września 2012

I wonder if I ever see

Chciałabym rysować dźwiękiem. Czasem tylko jednym, powtarzającym się co pół sekundy, a nieraz kilkoma bardziej skomplikowanymi. Z jednej strony oddawałyby mój nastrój, z drugiej strony równoważyły pogmatwanie umysłu. Najbliższy mej imaginacji , nieodłączne narzędzie do prób na nutach jest czarny instrument HB automatyczny ołówek do szkicowania, albo 2B i 4B do cieniowania. Średnie , nie za niskie i niezbyt wysokie tony, które rozbrzmiewają ze smutkiem byłyby w moim żywiole kreślone z delikatnym wyczuciem, tworząc coś czego większość nie chce rozumieć już na poziomie podświadomości.
Mrzonki, mrzonki, mrzonki...  dźwięki na kartce nie są realne. Szkoda, bo Pan Miły w sklepie miał tak uroczy głos, a twarzy mój mózg nie odtwarza z taką dokładnością jak dźwięk niskiego, ciepłego głosu, akcentującego wyraźnie ostatnie sylaby.


stay away from broken people. 


Czy warto mnie ratować? Powiedz, tak czysto hipotetycznie. Nie jako wartość człowieka, bo każde życie jest tak samo warte. Nie generalizując, nie jako przykład związany z bólem bliskich, nie coś co można do prawie każdej innej osoby przypasować.
Wyobraź sobie, że możesz uratować tylko jedną osobę, jedną z dwóch. A ta druga to tak którą chcesz uratować. Czy jakikolwiek argument padłby na moją korzyść? To decyzja kto żyje, czy decyzja kto umiera? Kto musiałby być tą drugą osobą bym przeżyła? A gdybym powiedziała że chcę życia tamtej drugiej osoby i poświęcę siebie, czy ułatwiłabym Ci decyzję?
Na te i inne pytania nie ma się czasu odpowiedzieć będąc przywiązanym do torów. Ale to co możesz zrobić to poleżeć bezpiecznie obok. A jak sobie już tak będziemy leżeć pod gwiazdami zdamy sobie sprawę z tego jak mali jesteśmy. Jeśli potrafiłabym kochać tak jak Ty, to jak wyglądał by świat?

Stars can't shy without darkness. 


Idę pozachwycać się twórczością Bruno Schulza. Popatrzeć i powzdychać.

say something

poniedziałek, 17 września 2012

czule

Uświadomiłam sobie, że nie lubię słowa "czule". Ktoś mi dzisiaj napisał, że "wspomina czule"  naszą rozmowę przeprowadzoną jakiś czas temu. Czule. Mam wrażenie, że to słowo dla tchórzy chcących zjednać sobie ludzi lub utrzymać ich na dystans. Kiedy mężczyzna mówi czułe słówka to znaczy to, że nie narodzi się między wami nic więcej, to podpucha. Mój ojciec wszystkie swoje listy kończył zwrotem " Z czułością", a ja zawsze miałam ochotę powiedzieć jak mnie to pożegnanie irytowało. Albo rybki albo akwarium. Nie musicie  mnie zaraz zbywać takim letnim, lekceważącym, niby serdecznym słówkiem.
To zabawne, że człowiek nawet wśród słów znajduje ulubieńców i wrogów. 





-Dlaczego robisz zdjęcie moich stóp?

-A co ryja mam robić? 

Sztuka dla sztuki cierpliwości się zepsuła. Sens zmarniał do pobladłych wartości ecru i rozmył się w niezliczonych definicjach kolorów. 

Jestem egoistką i to najgorszym typem. Nie jestem świadoma cudzych potrzeb. Niby dawałam z siebie wszystko a nie widziałam tylu rzeczy. Starałam się być dobra, tylko nie wiem czy za mało, czy za dużo, czy to mi przysłoniło widok i zapomniałam o podstawowej sprawie. Jestem nikim.. zwykłym smutnym kimś kto chowa się pod tym "czułym" uśmiechem, nie wie ile ma lat, czyli statystycznie jak kogoś na ulicy spotkasz będzie fajniejszy. 

Gdy umiera ktoś bliski- uczucie zostaje
Gdy umiera uczucie- człowiek również jest wartością
Co teraz ćwiczymy?
Umieranie.

Teraz wspomnienia wyglądają jeszcze szczęśliwiej, co aktualnie sprawia trud uśmiechowi. 

czwartek, 13 września 2012

between two lungs

Nie umiem oddychać. Wdech. Wydech. Ktoś mi przestrzelił płuco po prostu. Nie żebym się nie spodziewała, ten ktoś trzymał w dłoni broń, palec na spuście, a to wiążę się z tym, że może wykonać kilka ruchów więcej i w zależności od okoliczności strzelić porządnego headshota lub unieszkodliwić tylko kolano. Ja dostałam najgorzej, bo w lewe płuco, a kula ugrzęzła w czerwonym worku. Teraz boli. Wyłącznie niesamowicie wykwalifikowany personel jest w stanie ją wyciągnąć na dwa sposoby: delikatnie, przez otwór którym wleciała, lub gwałtownie wyrywając kawałek tkanki z drugiej strony. A to wszystko bo wystarczy odwrócić się na moment ja nie ucieknę, nie odskoczę. W tym przypadku dobrze, że kręgosłup cały.

I tak wiem, mój uśmiech jest nie na miejscu.

Ja chciałabym, żeby ktoś mi wybaczył. A wiesz, wiecie, to znaczy, że żałuje pewnych kroków. W głowie jest wszystko i nic. W tej chwili zostały pytania, a odpowiedzi nie znam. Nowe okoliczności pojawiły się na sali sądowej z której wyszłam rzucona piraniom na pożarcie. Tylko pamiętać należy, że to czego chcemy a co możemy dzieli cieniutka linia zwana w przybliżeniu powiązaniem źródła z intencjami. A jak nie znam źródła i intencji?

Czy moje słowa lub właściwie ich brak są jak mgła w której się kryje? A może właśnie w zadymieniu całej codzienności są wskazówki mnie określające?
Pozostawiam.


achhh zapomniałabym .. dziękuję za prezent, wdzięcznam choć nie rozumiem przesłania.

sobota, 8 września 2012

Sezon na truskawki




Sklejone usta zmęczone włosy
mówią że byłeś ze mną tej nocy.

Słyszałam serca twojego bicie
i zapach Twych perfum wąchałam skrycie.

Smakowałeś skóry
dotykałeś  ciała.

Swym ramieniem objąłeś moje kolana
i patrzyłeś
patrzyłeś
patrzyłeś,

a ja?

Myślałam.

Że to twarz nie ta
to nie te usta

Że nie to ramie i nie ten wzrok
to nie te dłonie

i

że to mrok.




Myślę, że ludzie których spotykamy rozmijają się często z nami o centymetry, dni albo uderzenia serca. W innym miejscu i czasie, nastrojeni inaczej, zapominając o wszystkich oporach padlibyśmy im w ramiona, z radością przyjęlibyśmy ich zaproszenie. Ale nie.. spotykamy ich w chwili, gdy nie jesteśmy zadowoleni lub oni nie są. Nie możemy do nich dojść, chodzą obok , ogień namiętności nie zostaje wzniecony. Rozminięcie się.

A reszta? Reszta - sezon na truskawki. Jest smaczny, sprawia wiele przyjemności, każdy kęs soczystej truskaweczki doprowadza nas niemalże do euforii i zaspokaja głód, ale z czasem... z czasem truskawki stają się mniej smaczne, coraz mniejszą mamy na nie ochotę i najzwyczajniej w świecie odkładamy je na bok, bo chwilowy głód został zaspokojony. Sezon się kończy. Pozostaje tylko pyszne wspomnienie i plama na koszulce. A prawdziwy głód pozostaje.







Never mind, I'll find someone like you. 



poniedziałek, 3 września 2012

po wszystkim?

Nie wiem co się dzieje wokół mnie. Nie domyślam się. Nie zgadnę. Cały czas myślę o jednym. I smutek dochodzi zewsząd. Niektórych rzeczy w życiu nie pojmę chyba. Zamknięta i zbyt głupia na nie jestem. Takie istnienie nie jest dla mnie.....









Siedząc na pod warszawskiej wsi zapachniało mi czymś. Jakby jesienią. Ale próbowałam sobie przypomnieć z czym konkretnie kojarzy mi się ten zapach. Reserved? Liceum? Krew?
Mocniej czuję wrzesień ubiegłego roku. Człowiek uszczęśliwiający mnie. Co było potem? Nie ważne, bo idąc aleją przejechał Pan, który nie powinien być dopuszczony do ruchu  zasmrodził powietrze spalinami. I po zapachu.
W sumie podobnie się stało dwanaście miesięcy temu.


"Serce ludzkie bywa czasem tak zgłodniałe, że rzuca się nawet na kamienie, nie czując ich martwoty i chłodu"