Od kiedy moja egzystencja sprowadza się do przemykających cieni, twarzy których nie zapamiętuję, ramion obejmujących kolana jedną noc, nieważnych znajomości, rozmów bez znaczenia, przypadkowych spotkań z minionymi ludźmi, zakłamanych spojrzeń, małych wulgarnych kontaktów? A jednak przywykam do ludzi, oswajam się, tworze jakieś tam więzi. Lecz wystarczy żeby więzi zniknęły na trochę i pogrążam się w całkowitej samotności. Tak, ta lubiana Izka w zasadzie nie lubi nikogo.
To jak opuszczenie, porzucenie, niemalże jak odebranie własności. Nigdy wcześniej nie miałam tak silnego uczucia, że coś mi amputowano, zredukowano, pomniejszono mnie. Lekko zabawne doznanie, łatwe do zlokalizowania, które skręca mi żołądek, powoduje, że się zginam w pół i oplatam się rękoma. I nie dotyczy to tylko stanu ducha, to coś fizycznego, cielesnego, wewnętrzne rozbicie, poruszenie, które tłumaczy wstrząsające mną niekontrolowane dreszcze na które wszyscy tak dziwnie patrzą. Musi to bardzo rzucać się w oczy, sądząc po przerażonych spojrzeniach innych.
Nie potrafię tego wytłumaczyć, ubrać w słowa, nazwać rzeczy po imieniu, wypowiedzieć. Milczenie mi nie pomaga, nie uśmierza bólu. Po prostu samo pogrąża mnie, przerasta. Samo się narzuca. I to nie kwestia dumy, czy nędznej próby ratowania twarzy. Nie. Chcę być tylko nieosiągalna, niedostępna, jak najdalej od wszystkiego co złe. To izolowanie się to objaw dzikości. Niczego więcej.
Tak, to barbarzyństwo. Nie groźne. Zniszczy tylko mnie. Będzie mnie trawić, unicestwiać.
Odejścia wywołują spustoszenia. Po każdej oswojonej istocie pozostała blizna. Teraz już blizny, bo rany goją się. Jak szybko? To zależy, zależy czy wyobrażałam sobie w ogóle zniknięcie.
Mogłabym to wszystko opowiedzieć nieśmiałemu młodzieńcowi. Mogłabym zwierzyć się na pozór znanej osobie. Mogłabym wyjawić swoje troski wzruszającemu ramionami gejowi. Być może- ale któż to wie- byliby w stanie mnie wysłuchać, okazać mi braterskie współczucie. Lecz oni myślą o sobie, tak z resztą jak i ja. Egoizmy są nie do pogodzenia.
Z góry przepraszam, długie teksty się nudno czyta. Za często , za dużo piszę. Tkwię w stanie słowotoku.
Gdzieś jest ten dzień, ta noc, kiedy na głowę założę koc.