Sam na sam. Cztery ściany. Tak właśnie chcę spędzić tydzień. Tak właśnie go spędzę. I nie wyjdę z mojej Ciemnicy póki nie dotrze do mnie, że tak nie można. Dopóki nie odpocznę, nie przemyślę, nie znajdę rozwiązania, dopóki nie będę miała dość. I nawet nie chce mi się myśleć, czy to dobre czy złe, czy może to chroniczne przemęczenie, czy coś innego, co każe mi siedzieć i marnować dni. Ale czy będą do końca zmarnowane?
Wiem, że trudno jest patrzeć na kogoś kto sobie marnuje życie, będąc jednocześnie przekonanym, że tego nie robi. Z drugiej strony trudno zdefiniować marnowanie życia. To tak, jakby traktować skok na bunngie jako marnowanie pieniędzy.
Wspomnienia. Niektórzy nie dzielą ich w takiej ilości jak inni. Dobre i złe, albo takie wyrwane z kontekstu. Często śmieje się sama do siebie- wtedy właśnie mi się przypomina.
Czas. W którym możesz wcielić się w inną postać, założyć maskę i grać przed ludźmi. Chodź lepiej dla nich by była to widownia zawężona. Bo czasem przypadkiem, albo nieopatrznie ktoś jest świadkiem sceny której nie powinien widzieć, dla swojego własnego dobra. Trzeba bacznie dobierać sobie widzów, albo zaopatrzyć się w tabliczkę z napisem "Dla widzów o mocnych nerwach".
Dzień. Ja go pamiętam od początku. Jakby całość działa się w zupełnie innym czasie. Nie żałuję i gdybym miała przeżyć to jeszcze raz- przeżyłabym. Zmieniłabym jedynie początek, który pamiętam. Moje słowa i.. nie... myśli nie. One były w porządku, nawet zbyt dobre i potulne choć nie wiem, czy wierzysz, bo oczy nie zawsze są zwierciadłem duszy. Tylko wzrok mnie przerażał, zawsze przeraża mnie ludzki wzrok. A ja spuszczam wtedy swój albo patrzę gdzieś obok.
I jak myślisz co jeszcze nadawałoby się do zmiany? Ja wiem. I nie ma w tych słowach smutku, bo odpowiedź jej nie zawiera.
Za dużo. Wiem, że to za dużo. Albo raczej domyślałam się. I boję się. I wstyd mi.
Niektóre posunięcia wymagają poświęcenia, jak na przykład teraz moje zachowanie. Ale wiem, że nieświadomość to błogosławieństwo i dochodzę do wniosku, iż czas może złożyć ofiarę. By nie ranić innych, by ułatwić komuś życie. A ja jakoś sobie poradzę, przecież tak świetnie ukrywam problemy.
Teraz są zamknięte razem ze mną w mojej Ciemnicy i leżą ze mną na podłodze. Tyle, że zamierzam wyjść sama, z podniesioną głową. Na razie muszę wylizać moje rany i dać się im zagoić.
Idę spać, może jeszcze zdąży mi się coś przyśnić zanim zacznę żałować tego posta.
Socjolodzy zbudowali ogromny system wokół maski. Człowiek nie może być prawdziwym sobą i dostosowuje się do wszystkiego. Nawet pisząc bloga. A największym ograniczeniem wydaje się to, coby wyrazić nieposkładane myśli w jakąś formę, a ją ruszyć w słowa.
OdpowiedzUsuńDużo jest teorii odnośnie początku filozofii. Rozpacz, wątpienie, myślenie, bycie... Nic.
A ja Ci coś opowiem Marlboro: D Otóż ostatnio byłam na piweczku, nihil novi co prawda, ale była tam osoba którą znam od bardzo dawna i zawsze wiedziałam, że przywdziewa na siebie maskę, ale że aż tyle może ich być to w życiu bym nie przypuszczała. Maską pod nią maska, dalej kolejna, kolejna i następna, łacznie było ich tyle, że nie policzysz.Wszystkie nagle jakoś przede mną wypłynęły i sama się tym zdegustowałam ( ;P ). Znaczy nie chodzi o to, że poznałam prawdziwe ja tej osoby, ale po prostu przejrzałam wszystko na wylot. Tak, nie powinnam tego widzieć, ale nic nie poradzę na mój wrodzony dar obserwatorski. (haha) Podsumowując, teraz już wiem i rozumiem dlaczego niektórych nie lubi się od początku. Wszyscy grają, ale niektórzy robią to nieudolnie i niezbyt naturalnie. Zresztą nie lubię grania tak czy siak. Nie żałuj postów, to tylko posty. :) A i w takiej metropolii to ruszyłabyś dupę gdzieś ziom! - nie ma siedzenia i marnowania czasu, choćby to odpoczywanie było cholernie przyjemne. Także daje Ci kopa w dupę ode mnie, która wczoraj musiała dla babci zbierać w mieście trawę dla królików -.- Haha, także podro :D ps. tak nudzi mi się i piszę długie komentarze:D
OdpowiedzUsuń