kto nie skacze ten jest sam. bo wszyscy skaczą w stadzie.
Trzyma mnie od wczoraj. Wciąż, gdy położę głowę do poduszki czuję tętno bijące z głowy. Rozkminiam. Myśli krążą, co chwile co innego, kto inny.
Wychodzimy na zewnątrz, mijamy kilka, kilkadziesiąt, kilkaset ludzi. Znamy ich dobrze, przelotnie, w ogóle. Z pewnością nie pamiętamy nawet połowy nazwisk, imion, twarzy, głosów ludzi których poznaliśmy. Widzimy kogoś i próbujemy przypomnieć sobie jak miał na imię. Pamiętamy imię, a nie możemy sobie w pamięci przywołać obrazu jego twarzy.
Zaznajamiamy się, poznajemy, odkrywamy.
Ludzie przychodzą i odchodzą, pojawiają się i znikają. Zastępują ich inni do których się przyzwyczajamy by mogli znów odejść w swoją stronę. Proces zaczyna się od początku. Nie da się tego zatrzymać.
Podstawówka, gimnazjum, liceum, studia. Ilu ludzi przewinęło się wokół nas.. Czy wchodząc po raz pierwszy do klasy, uczelni pomyślałeś, że ta osoba będzie Ci bliższa od tamtej, a z tą będziesz miał stosunki na zasadzie jesteś mi potrzebna będę dla Ciebie przez chwilę miły. Co kieruje nami, że podchodzimy do tej właśnie osoby a nie innej, że do tej mówimy to czego nie powiedzielibyśmy innej? Do jednych od razu czujemy sympatię, do innych przyzwyczajamy się później, a do tych którzy na początku wydawali się spoko z czasem czujemy pogardę. W końcu dochodzi do sytuacji, że mamy ochotę wszystkich powyrzynać nożem, albo odstrzelić po kolei, head shot i po sprawie, a ludzi których ocalilibyśmy moglibyśmy policzyć na palcach jednej ręki.
Podstawowa zasada: trzymać dystans. A żeby go trzymać trzeba go określić, dla każdego z osobna, indywidualnie. "Pamiętaj nie wolno się do nikogo zbytnio zbliżać, nie wolno okazywać słabości, bo za chwilę ktoś to wykorzysta"- znam to na pamięć.
Budujemy mury, niektórych odgradzamy tylko płotem, innych okalamy cienką siatką. Udajemy, że trzymamy dystans, że nie zależy nam na nikim. Bzduraa. Wszyscy chcemy mieć kogoś bliskiego. Czasem chcemy by ktoś naruszył naszą prywatność. Sami sobie wybieramy bliskie osoby, a kiedy już wybierzemy trzymamy się w pobliżu. Bez względu na to co się dzieje warto się o te osoby troszczyć. Tylko o te.
Jednak proces nadal trwa, cykl wciąż się toczy. Ludzie są i ich nie ma. Wracają i znikają, niektórzy bezpowrotnie. A wtedy nie pozostaje nam nic oprócz czekania.
tak, zdecydowanie wypalony o jeden za dużo.
Wpis na haju ^^ Czasami tak sobie myślę po co to całe zaznajamianie się, to delikatne i subtelne poznawanie się nawzajem, nie lepiej od razu prosto z mostu powiedzieć lubię cię, zakolegujmy się?
OdpowiedzUsuńAle właściwie przecież całe piękno życia tkwi w tym poznawaniu się, mijaniu, wracaniu i czekaniu. : )
So true :)
OdpowiedzUsuń